niedziela, 30 grudnia 2012

Mój Manhattan

To mój absolutny ulubieniec końca 2012 r. - a mowa o lakierze do paznokci firmy Manhattan, z numerkiem 67S. 
Tani, na półkach drogeryjnych zawsze go znajdziemy, schnie naprawdę w 60 sekund, pięknie pokrywa płytkę paznokcia, no i to wykończenie, zdecydowanie moje ulubione, pięknie kremowe.





Kolorek to w zależności od światła - czasami niebieski, innym razem fioletowy.  Gości u mnie na paznokaciach już kilka dni i rozstawać się z nim nie chcę. Czuję, że wejdziemy razem w Nowy Rok, choć mimo wszystko powinny go zdominować brokaty, ale zobaczymy jak to będzie. 
Mam ochotę na więcej i na pewno na tym jednym kolorku moja przygoda z Manhattanem się nie skończy. Cena również zachęca do zapoznania się z kolejnymi kolorami, bo w zależności od pojemności to 10 i 14 PLN.

sobota, 29 grudnia 2012

Nowości

Święta minęły niezwykle przyjemnie, mam nadzieję, że i dla Was był to fajny, rodzinny czas. 
Pusto jakoś zrobiło się na Różowej Szpilce, ale już jestem, a razem ze mną kilka nowości.  Na pierwszy ogień mój  ulubiony balsam ostatnich dni. Pachnący świętami, absolutnie fenomenalny i już niestety kończący się balsam od mikołajkowej Obsession - Bath&Body Works - Candy Apple.


Balsam używam od dwóch tygodni, namiętnie, codziennie smaruję się nim od stóp do głów, bo go uwielbiam i już postanowiłam poszukać czegoś co będzie pachniało równie obłędnie.  A Bałwanek na opakowaniu uroczy, prawda?
Dziękuję Obs :*


Kilka nowych lakierków też trafiło w moje łapki :] Dwa brokatowe przyleciały z UK, a kremowy Manhattan oczarował mnie na blogu Obs i jest już mój :)


LUSHowy czyścik do twarzy przyjechał do mnie aż z Berlina, dzięki uprzejmości Magdy. Dziękuję raz jeszcze :) Zapach piękny, zaczynam testowanie.


Zawitał do mnie też duet o zapachu boskiego mango z the Body Shop i naturalne mydełko kokosowe. To prezenty od mojej kochanej Tinki. Dziękuję :*




A dzisiaj idę sprawdzić co się dzieje na poznańskich wyprzedażach. Mam nadzieję, że uda mi się upolować coś fajnego.
Pozdrawiam Was cieplutko.

wtorek, 18 grudnia 2012

O maseczkach słów kilka.

Zimą moja skóra jest bardziej wymagająca, kapryśna i dopomina się nieco więcej pielęgnacji. W ostatnich dwóch tygodniach postawiłam na maseczki. Mam jednak wrażenie, że żadna maseczka 'drogeryjna' nie odżywi i nie nawilży skóry tak, jak wizyta u kosmetyczki. Jednak stosuję, bo to fajny,, weekendowy rytuał, odprężający i dający choć tylko chwilowe, ale zawsze! nieco lepsze nawilżenie skóry twarzy.
Maseczka z miodem i migdałami firmy Balea to gęsty, treściwy, w kolorze waniliowym produkt, który zapach ma bardzo przyjemny. W składzie znajdziemy m.in. witamię E, mleczko migdałowe i miód. Skóra po 20 minutach otulona tą maseczką była odżywiona i nawilżona, a słodka nuta o zapachu miodu na długo została ze mną, zaznaczyć tu muszę, że niestety nawilżenie twarzy szybko zniknęło, utrzymało się do pierwszego mycia twarzy. Maska z konzymem Q10 również firmy Balea zapachu nie miała już tak przyjemnego, jak ta miodowa, ale za to twarz na kolejne dwa - trzy dni została przyjemnie, nieco bardziej nawilżona. Koenzym Q10 tu chyba zadziałał, który ma właśnie za zadanie zwiększyć elastyczność skóry. W składzie znajdziemy też panhenol, który odżywia skórę.
 

Kolejna maska, która gościła u mnie w ostatni niedzielny poranek to czekoladowa rozkosz firmy Montagne  Jeunesse. Maseczki tej firmy to całkiem przyzwoite, szeroko dostępne produkty za niewielkie pieniądze, fajne weekendowe umilacze. Ta wniosła w mój poranek dużo słodkości. A mowa o antystresowej maseczce czekoladowej. Zapach obłędny, prawdziwie mleczno czekoladowy. Pycha :) Maseczka jest gęsta, nałożyłam nie żałując sobie czekolady na twarz, szyję i dekolt. Odstresował mnie w niej głównie zapach czekolady, bo innego działania, oprócz chwilowego nawilżenia skóry nie odnotowałam.Bublem jednak jej nie nazwę, bo lubię czekoladę :P


Miałam okazję jeszcze stosować maseczkę z błotem Morza Martwego firmy Montagne Jeunesse. Ta zdecydowanie jest moją ulubioną z tej całej czwórki. Zapach - określiłabym go jako rześki, lekka konsystencja, ale absolutnie nie spływa z twarzy.  Po kilku minutach twarz jest bardzo przyjemne odświeżona i nawilżona. Duża zawartość glinki sprawia, że u osób ze skórą tłustą lub mieszaną świetnie zbierze nadmiar sebum. Twarz jest gładka, napięta i odżywiona. To mój faworyt i na pewno jeszcze nie raz zagości na mojej buźce.



Jeżeli macie swoje ulubione drogeryjne maseczki to koniecznie napiszcie o tym w komentarzu. Czas uzupełnić mój koszyk o kilka nowych umilaczy maseczkowych.


czwartek, 13 grudnia 2012

Nowości od Pat&Rub :]

Wczoraj był post o zakupach, dzisiaj będzie jego kontynuacja  sese :] 
Jakiś czas temu była okazja do zakupów z 50% rabatem na wybrane kosmetyki w sklepie on-line Pat&Rub, nie mogłam nie skorzystać z takiej promocji. Wybrałam sobie eko ampułkę 5 pod oczy, eko ampułkę 2 anti aging /będzie dla Mamy/, na zapas kupiłam również balsam koloryzujący do twarzy BBB w wersji ciemniejszej, który absolutnie uwielbiam, no i postawnowiłam wypróbować również pierwszy kosmetyk z serii SWEET - dla bobasów. Kupiłam szampon i płyn do mycia niemowląt, który planuję stosować zarówno do mycia ciała, jak i do mycia twarzy. Zobaczymy jak się sprawdzi. Zapach ma śliczny, pachnie gruszkowo :)


Misia dostałam w prezencie :)


Wysyłka niestety nieco się opóźniała, ale jak już paczka dzisiaj dotarła do mnie to wszystko wybaczyłam mojemu ulubionemu Pat&Rub :)

Jeżeli jeszcze nie znacie kosmetyków Pat&Rub to spróbujcie koniecznie, zapewniam, że się z nimi polubicie. Ja przepadłam całkowicie i jestem 'kiniomaniaczką' sese :]

środa, 12 grudnia 2012

Zakupy

Pewnie każdy z nas ma już kilka pomysłów na prezenty dla najbliższych z okazji zbliżających się Świąt. Jeżeli jeszcze nic nie kupiliście, a planujecie zakup perfum to polecam stronę e-glamour.pl Sama ten sklep odkryłam niedawno i postanowiłam wypróbować. Mimo, iż robiłam pierwszy raz w nim zakupy to jestem absolutnie zadowolona. Niskie ceny. Dobry kontakt mailowy, sklep wysyła dodatkowo powiadomienia o statusie zamówienia, no i błyskawiczna wysyłka kurierem. Zamówienie złożone we wtorek około godziny 12 w środę było już u mnie. To lubię :) 


Do zamówienia 100 ml wody toaletowej Escada Sexy Graffiti /tester/  otrzymałam w prezencie dwa szampony Salvatore Ferragamo oraz kilka próbek perfum. Miły gest.
To były pierwsze, ale na pewno nie ostatnie zakupy w tym sklepie.


wtorek, 11 grudnia 2012

Włosy. Znowu.

Mój kolor włosów spędza mi ostatnio sen z powiek. Najpierw nieudane farbowanie ombre, a teraz ten kolor. Za cholerę nie czuję się w tym ciemnym brązie :/ Szukam więc wszelkich możliwych sposobów na rozjaśnienie tego koloru - już wiem, że z domowych sposobów warto robić płukanki z miodu i myć włosy szamponem przeciwłupieżowym. Podobno ładnie wypłukuje ciemne kolory. Kupiłam już jedną buteleczkę head&shoulders, od jutra zamierzam stosować go obficie. 
Muszę zaznaczyć, że choć kolor sam w sobie nie jest zły, to ja w tym wydaniu z trudnością poznaję siebie z lustrze :( 


W ramach regeneracji będzie teraz garść informacji o mojej włosowej pielęgnacji na najbliższe 3 tygodnie. Ale zanim będzie o aktualnej pielęgnacji to krótkie info o dwóch takich, co właśnie się skończyły.


Szampon i odżywka  z amarantusem marki alverde właśnie kończą swój żywot. Towarzyszyły mi każdego dnia przez ostatni czas. Zestaw ok, choć bez zachwytów. Szampon dobrze oczyszczał włosy, zmywał oleje bez problemu, starczył na nieco ponad 3 tygodnie, więc wydajnym produktem nie jest. Plusem na pewno w jego przypadku był fakt, że to produkt bez silikonów i slsów. Odżywka również poprawna. Nie ma się do czego przyczepić, ale nie wyróżniała się niczym szczególnym. Zestaw jak najbardziej można wypróbować, choć ja, jako włosomaniaczka swoje kroki, a właściwie włosy kieruje do nowego zestawu z Alverde. Szybko zrobiłam rozeznanie na półce z szamponami i następnym zestawem, który zamierzam używać to szampon i odżywka morela &cytryna. Pokładam w nim wielkie nadzieje, bo produkty z morelą to moi ulubieńcy do włosów :)


W ramach walki o jaśniejszy kolor włosów będę używała również szamponu head&shoulders. Zobaczymy po kilku myciach jakie będą efekty. 
A co stosuję oprócz szamponu i odżywki? 

Maskę z Pat&Rub - regeneracyjna - recenzja klik, a także z firmy alverde maskę do włosów z awocado.



Oleje - ciągle używam migdałowo - arganowego z alverde - recenzja klik


Jedwab na końcówki włosów biovax i serum z alverde nadal mi towarzyszą.






Nigdy włosy nie były dla mnie takim wyzwaniem jak w chwili obecnej. Gdyby cokolwiek się zmieniło na mojej głowie będę na pewno Was informować.

Uwaga! Dobry fryzjer w Poznaniu poszukiwany. Jeżeli znacie fryzjera godnego polecenia w  to dajcie znać koniecznie. Rozważam również wizytę u fryzjera w innym mieście, więc wszystkie info o DOBRYCH fryzjerach mile widzialne :)

Jeżeli macie jakieś doświadczenia z 'wychodzeniem' z ciemnego koloru włosów to dajcie znać w komentarzach, chętnie dowiem się jakie Wy wypróbowałyście sposoby aby uzyskać swój wymarzony kolor na włosach.

sobota, 8 grudnia 2012

Kolejna wizyta u fryzjera...

Ostatnich kilka dni zmagałam się z niezłym bałaganem na głowie, na szczęście zmagań tych już koniec. Byłam ponownie u fryzjerki. Z efektów jestem zadowolona! Pani fryzjerka przeprosiła kilkakrotnie, wspólnie ustaliłyśmy jakich efektów oczekuję i nieśmiało zasiadłam na fotelu. Ostateczny efekt mimo, iż kolor jest ciemniejszy niż zwykle to podoba mi się. Za wizytę oczywiście nic nie zapłaciłam, w ramach 'troski o klienta' zostałam zaproszona na kolejną wizytę również bezpłatnie. 
Na włosy, które widzicie po lewej stronie fryzjerka nałożyła coś co nazywała 'touch'. 
W salonie spędziłam  ponad dwie godziny i jestem naprawdę mile zaskoczona jej podejściem, załatwieniem całej sprawy i ostatecznym efektem.
Na pewno nie jest idealnie, ale na chwilę obecną jestem na TAK!


bez lampy

bez lampy-  spód

z lampą

z lampą - spód
Teraz wreszcie mogę odetchnąć z ulgą i sieszyć się wolną sobotą. Wam również tego życzę :)
Dziękuję wszystkim za wsparcie pod ostatnim postem. Dałyście mi dużo siły przed kolejną wizytą u fryzjera. Oby taka sytuacja już nigdy się nie powtórzyła, tego Wam i sobie życzę.

Pozdrawiam Was serdecznie. 
Teraz czas na grzane wino :P

czwartek, 6 grudnia 2012

Po wizycie u fryzjera! HELP!

Ten post chciałam dodać jutro, ale pomimo późnej pory postanowiłam się z Wami podzielić już dzisiaj moją masakrą, którą mam na głowie po wizycie u fryzjera. 
Proszę jednocześnie wszystkie dziewczyny o poradę, co można zrobić w chwili obecnej aby choć trochę poprawić wygląd moich włosów. Miało być tak samo pofarbowane, jak na zdjęciu z lewej strony, z odświeżeniem blondu i nałożeniem podstawy w kolorze zbliżonym do mojego naturalnego koloru, czyli nieco ciemniejszy, jak na zdjęciu z lewej.  Dodać muszę, że strzygła i farbowała mnie ta sama fryzjerka, która robiła to ostatnio, efekty niestety różnią się diametralnie. Reklamację oczywiście złożyłam, w sobotę ma coś wyczarować, ale na samą myśl, że będę musiała iść tam ponownie sprawia, że robię się nerwowa.

Po lewej zdjęcie z końca września, po prawej zdjęcie zrobione 10 minut temu :( 
U fryzjera byłam wczoraj.

wrzesień z lewej, dziś z prawej  :(

z lampą

bez lampy

z lampą

bez lampy
Patrzę na to i sama nie wierzę :(
Wiem jedno - jest krzywo, żółto i okropnie. 
Pomożecie?
Wszystkie sugestie mile widziane.

No i najważniejsze, ta wizyta kosztowała mnie prawie 200 zł :(

Ulubione...

Lubię zarówno czytać, jak i pisać posty z ulubieńcami, więc dzisiaj pokażę Wam kilka moich faworytów pielęgnacyjnych z ostatniego miesiąca.
Podczas kąpieli w ostatnim czasie towarzyszy mi niezwykle często mój zdecydowanie ulubiony hipoalergiczny scrub firmy Pat&Rub, o którym już pisałam recenzję jakiś czas temu. Gdyby ktoś jeszcze nie znał cukrowych peelingów z tej firmy to zapraszam do przeczytania mojego posta (klik).


Kolejnym umilaczem moich kąpieli jest niesamowicie truskawkowa pianka do mycia ciała firmy Balea, która pachnie obłędnie, a do tego otulająca piana, którą aplikujemy na skórę powoduje momentalny uśmiech na buzi i zdecydowaną poprawę nastroju.


'Cukier' w takiej postaci zdecydowanie służyć nam będzie tej zimy :D


Krem do rąk o tej porze roku stosuję w naprawdę dużych ilościach, a spośród wielu używanych zwyciężyła zdecydowanie Calendula / dr Scheller. Czyli fantastyczny krem z nagietkiem, witaminą A, E oraz alantoiną. Jedyne do czego mogę się przyczepić to wchłanianie, ale skóra po nim jest tak bajecznie miękka i odżywiona, że wybaczam mu to całkowicie. Szczegóły dotyczące kremu i towarzyszącym jemu jeżykom znajdziecie tu (klik). 


A jeżeli chodzi o lakierki na paznokciach to ten gościł najczęściej.



PS. Dzisiaj post miał być zupełnie o czymś innym, a mianowicie o najgorszej w życiu wizycie u fryzjera i o fatalnym w skutkach farbowaniu włosów. Niestety brak światła i osoby, która zrobiłaby zdjęcie moich włosów sprawiły, że post pojawi się jutro. A wierzcie mi, jest co pokazywać :(

wtorek, 4 grudnia 2012

Galenic - żel samoopalający do twarzy

Słońce absolutnie uwielbiam, choć wiadomo, że nie służy naszej skórze. Ale co zrobić zimą, kiedy to słońca nie ma wogóle?! Solarium unikam, ale zdecydowanie jestem fanką różnych samoopalaczy, bronzerów i innych specyfików, które choć odrobinę poprawią wygląd bladej skóry, która tak tęskni za promykami słońca. Jakiś czas temu wpadł mi w ręce lekki żel samoopalający do twarzy francuskiej marki Galenic.


Skład żelu do najdłuższych nie należy, jednak muszę zaznaczyć, że sporo w nim parabenów i to na wysokich pozycjach. Żel kupiony był w aptece, ale mimo to parabeny się w nim znalazły. Nie wiem jak Wy, ale ja już dawno przestałam ufać aptecznym markom, bo napakowane są konserwantami tak samo, jak drogeryjne kosmetyki. Trzeba zawsze czytać składy i już. W przypadku tego żelu tak jak wspomniałam wyżej, znajdziemy parabeny, kolejno jest butylparaben, jest też ethylparaben, methylparaben i propylparaben również, a co! Za kolor odpowiada tu dihydroksyaceton, czyli substancja (właściwie cukier, niestabilny chemicznie), która barwi nam skórę.  Jest też w składzie emulgator, gliceryna i woda - już na pierwszej pozycji.Więc pomimo obecności parabenów skład należy do tych bardziej przyjaznych.


Żel jest niesamowicie lekki, w trakcie aplikacji na twarz zamienia się w wodny roztwór, więc z łatwością go zaaplikujemy bez obawy na zacieki, żel idealnie wtapia się w skórę. Kolor jego jest delikatnie złoty, z lekkimi drobinkami, które po nałożeniu są właściwie niewidoczne. Efekt jaki uzyskujemy jest bardzo naturalny, w moim odczuciu to skóra muśnięta słońcem. Z każdą kolejną aplikacją kolor staje się bardziej wyrazisty. Mnie osobiście podoba się takie lekkie przyrumienie skóry i stosuję go co drugi, trzeci dzień. Po apikacji nie ma żadnych plam, żółtej skóry, zacieków i innych niepożądanych objawów użycia samoopalacza. Zapach jest delikatny, w moim odczuciu szybko 'znika' i możemy się cieszyć od samego poranka ładnym kolorem skóry (aplikuje go zawsze na noc).


Producent na etykiecie zapewnia, że żel zawiera wyciąg z Unkarii z Amazonii, który ma skutecznie chronić DNA komórkowe przed szkodliwym działaniem wolnych rodników - brzmi poważnie, ale jak to coś chroni nasze DNA to jestem na TAK :)


Kosmetyki marki Galenic dostępne są w wybranych aptekach.
Mnie udało się go kupić w promocji za ok. 23 zł. (dzięki Kasia :*) 
Standardowa cena to od 48 zł do 65 zł, w zależności od apteki.

Muszę jeszcze zaznaczyć, że polecam go nawet 'bladolicym', gdyż efekt jego aplikacji jest naprawdę niezwykle naturalny, a dodatkowo przez lekką konsystencję można go stopniować uzyskując pożądany kolor skóry.



poniedziałek, 3 grudnia 2012

lakier p2 can't get enough!

W związku z nadal nienajlepszym samopoczciem mój lakier jest na paznokciach już czwarty, a może nawet piąty dzień i nie jest z nim aż tak źle. Muszę przyznać, że jestem pod niemałym wrażeniem, co prawda końcówki już są delikatnie starte, ale ogólnie rzecz ujmując jak na tyle dni na paznokciach to ma się nieźle :)

A mowa o lakierze firmy p2, a dokładniej to lakierek z numerem 691 z serii color victim, w kolorze modnego bordo. Dokładna nazwa lakierku to can't get enough!


Teraz zauważyłam zmatowienie na kciuku, muszę zaznaczyć, że w rzeczywistości tego nie ma :>


Kolor bardzo mi się podoba i ostatnio naprawdę często goszczą różne winne kolory na moich paznokciach. 
Czy też lubicie bordo na pazurkach tej jesieni, a może wbrew pogodzie jakieś jaskrawe róże u Was goszczą?

niedziela, 2 grudnia 2012

Benefit - they're Real!

Ten tusz miałam ochotę wypróbować już dłuższy czas, z pomocą przyszła Obsession, która mi go podarowała (raz jeszcze dziękuję Kasiu :*) mam go wreszcie i sobie używam! I wiecie co? Pokochałam go od pierwszego użycia. Na pewno pozostanie ze mną na dłużej.


Szczoteczka jest silikonowa, na Benefitowej stronie o tutaj możecie zobaczyć jak wygląda. Zaznaczyć muszę, że zazwyczaj wybierałam tusze z klasyczną szczoteczkę, ale odkąd spróbowałam tej benefitowej, wiem, że i silikonowe są fajne, ba! są najfajniejsze. Muszę przyznać, że od razu się z nią polubiłam.

Tusz nie skleja, pięknie wydłuża, rozdziela i delikatnie pogrubia rzęski, czerń jest naprawdę wyrazista, nie osypuje się, nie rozmazuje, trzyma się na rzęscach w niezmienionym stanie od rana do wieczora. Jak dla mnie bomba!

A oto jak prezentuje się na rzęsach. Są to dwie warstwy tuszu.


Dla mnie to jedna z lepszych mascar, których używałam. 
Kosztuje około 100 zł
Dostępność: Sephora
 

sobota, 1 grudnia 2012

Paczka pocieszaczka / zdrowieje :)

Grudzień przywitał mnie przeziębieniem, na szczęście po kilku dniach kataru wszystko zmierza w dobrym kierunku, siedzę jednak jeszcze w ciepłym domku i piję ulubiony soczek. Muszę tutaj zaznaczyć, że zazwyczaj unikam napojów z cukrem, do tego jednak mam słabość, uwielbiam mango


Dostałam również wczoraj od  Extension Beauty paczuszkę, która poprawiła moje samopoczucie (dziękuję Ewelina :*) . Znalazłam w niej podkład Kobo i maseczki do twarzy oraz stóp. Muszę przyznać, że to mój pierwszy produkt formy Kobo, więc jestem ciekawa jaki będzie. Sami zobaczcie co do mnie dotarło.



Lubię maski Montagne jeunesse, szczególnie jestem ciekawa tej czekoladowej.

No to raz jeszcze, na zdrowie :)


 Miłego wieczorka.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...