poniedziałek, 28 kwietnia 2014

O D P R Ę Ż E N I E

To był długi dzień... Ale wreszcie mamy wieczór, więc włączam ulubioną muzykę, zapalam świece i napuszczam wody do wanny... Sięgam po nowe cudo, które dumnie stoi na łazienkowej półce, a które od niedawna jest dostępne w szeregach Pat&Rub i czeka tylko na swoją premierę w mojej wannie. To musujący puder do kąpieli z kozim mlekiem. Wsypuję obficie puder do ciepłej wody, przyjemnie musuje roztaczając w całej łazience odprężający aromat lawendy... Wchodzę do wanny i jestem w raju... 

Puder zapakowany jest w duży, wygodny słoik o pojemności 400 ml. Moja wersja jest z kozim mlekiem, lawendą i cynamonem, a przeznaczona jest do pielęgnacji suchej i podrażnionej skóry. W środku znajdziemy przecudownie pachnący biały pył, i płatki lawendy. Puder rozpuszcza się błyskawicznie, a woda nabiera apetycznego biełego koloru, w całej łazience aromat lawendy unosi się i działa niesamowicie odprężająco... Gdzieś dalej wyczuwalny jest także olejek cynamonowy, który dodatkowo rozgrzewa i pobudza... Takie połączenie dla zmysłów jest naprawdę ganialne!


No a teraz dokładniej co mamy w środku :) Kozie mleko działa regenerująco i łagodząco, jest w nim kazeina, kwas mlekowy i proteiny, które nawilżają i ujędrniają naszą skórę. W składzie znajdziemy też masło shea (wysoko w INCI!), dzięki któremu skóra po kąpieli jest aksamitna, a olej ze słodkich migdałów sprawia, że jest miękka i niesamowicie gładka. Jeżeli dodamy do tego lawendę i olejek cynamonowy, uwieżcie, że poczujecie się niesamowicie odprężone, a troski z całego dnia znikną gdzieś daleko. Nie ukrywam, że raczej rzadko organizuje sobie takie domowe SPA, ale jeżeli już się na to decyduję to chcę żeby było 'na bogato', więc najlepiej z maseczką na buzi i odżywką na włosach :) Jeżeli dodam, że olejek eteryczny z lawendy ma działanie antycellulitowe to mamy kolejny plus i kąpiel staje się jeszcze przyjemniejsza. Po takim seansie naprawdę świat widzi się w różowych barwach, a perspektywa zbliżającego się długiego weekendu jest jeszcze bardziej optymistyczna. 


Puder okazał się niezwykle fotogeniczny, a słońce, które nagle pojawiło się zza chmur skutecznie przedłużyło sesje...


sobota, 26 kwietnia 2014

Coś nowego! Dużo nowego :]

Wiadomo, że nowości w naszej kosmetyczce i na półce łazienkowej wszyscy lubimy, a w związku z tym, że wiosna w pełni, słońce świeci wprawiając nas w dobry nastrój, postanowiłam jeszcze nieco podręcić ten stan i  zaopatrzyłam się w kilka kolorowych emalii do paznokci, pojawiły się też nowości kosmetyczne, no ale kolejno... Zacznę od lakierów, bo te uwielbiam, kolory zmieniam często, a kolekcja stale się powiększa, no ale co zrobić jak pokusy są tak duże, więc ulegam i uszczęśliwiam siebie regularnie :)



Z Essie wybrałam blanc, czyli klasyczną, kremową biel, którą po pierwszej próbie już uwielbiam.


Beyond cozy, wzdychałam do niego długo, bo jest aboslutnie cudny, czy właściwiwe można przejść obok niego obojętnie? :)


First timer, czyli urocza mięta, którą pokazywałam Wam ostatnio klik klik :)


Boxer shorts, który wydaje się być bratem bliźniakiem mojego ulubionego, a już niestety kończącego się lakieru marki Manhattan 67S /manhattanka mam tutaj na zdjęciach)


No i jest też soczysty come here, paznokcie w takim kolorze zdecydowanie mają moc :)


Postanowiłam też przetestować lakiery marki paese, już kiedyś miałam z jednym szaraczkiem tej marki krótkie spotkanie (klik klik) i wspominam go bardzo dobrze, także zobaczymy jak będzie tym razem. Postawiłam na dwa kolory - żółty (numer 342) i niebieski (numer 40). Zapowiadają się cudnie. Mam tylko nadzieję, że żółtek nie bezie smużył, bo lakiery w tym kolorze mają do tego tendencje. To będzie moje trzecie podejście do tego koloru, jeżeli się nie uda to odpuszczam żółte kolory na zawsze :]




Na stoisku paese kupiłam też wysuszacz, używałam raz i zdecydowanie jest dziwny. Niby kropla wysuszacza ma się rozlać po płytce, ale nie ma pepitki, tylko zwykły pędzelek, no miłości raczej z tego nie będzie :/  


W ostatnich dniach miałam też okazję przenieść się w  rajski klimat, a mianowicie do Maroko, które odnaleźć można w centrum Poznania, a dokładniej w sklepie marokańskim, oferującym głównie kosmetyki z gorącego Maroko, ale  także pyszne wino, dzięki któremu na własnym tarasie można poczuć się naprawdę hmmm rajsko :) Maroko to afrykańskie państwo absolutnie warte uwagi, a kosmetyki, szczególnie olej arganowy, z opuncji figowej, czy z czarnuszki zachwyciły mnie totalnie, także testy już trwają, zobaczymy czy będzie z tego przyjaźń.


Na koniec moich nowości będzie także nieco egzotycznie, a mianowicie postanowiłam przenieść się na moment do mojej ukochanej Grecji i zakupiłam cudowny duet grecki od Organique. Zapach tych kosmetyków jest tak obłędny, że po wypróbowaniu kuli do kąpieli musiałam mieć i peeling i balsam i chcę więcej! To moja mała Grecja zapakowana w pudełka na wynos :] #KOCHAM



czwartek, 24 kwietnia 2014

Miętowy mus / Essie

Wiosną u mnie na paznokciach królują pastele, oczywiście małe skoki w bok są nieuniknione, wkońcu czerwień i glitter od czasu do czasu być muszą, ale generalnie delikatne, rozbielone kolory to coś, w czym na wiosnę czuję się najlepiej. Ostatnio do mojej kolekcji trafił m.in. lakier first timer od Essie. Kremowe wykończenie, piękny kolor i łatwa aplikacja, czyli wszystko dokładnie tak, jak lubię. Choć muszę przyznać, że mania na lakiery essie omija mnie (chyba!) to kolekcja emalii tej marki stale się powiększa, a to za sprawą pięknych kolorów ukrytych w prostych buteleczkach, a także odkrycia fajnego źródła, gdzie można je niedrogo (15 zł sztuka) i szybko kupić. Jest nim drogeria internetowa nocanka.pl, w którym to  właśnie kliknęłam kilka nowych emalii na wiosnę. Pokazywać będę swoje zdobycze regularnie, a Was zapraszam na fotki, no i na zakupy, bo jeżeli już Wam wpadnie w oko jakiś lakierek na nocance to realizacja naprawdę będzie błyskawiczna. Moje ździwienie było ogromne, gdy zapłaciłam za lakierki w pewne słoneczne południe, a już następnego dnia przyszedł SMS, że paczka gotowa do odbioru :) No ale przecież chciałam Wam lakier pokazać, więc kilka fotek uroczej miętki! Czyż na wiosnę nie jest to idealny kolor?


środa, 16 kwietnia 2014

Na lawendowym polu z L'Occitane ♥

Od kilku miesięcy marka L'Occitane rozpieszcza moje zmysły i serwuje raz w miesiącu cuda, które sprawiają, że codzienna kąpiel staje się niezwykle przyjemną i odprężającą chwilą. Motywem przewodnim jednej z przesyłek była lawenda. Otulam się tą niezwykłą, lawendową wonią już kilka tygodni, więc absolutnie zrelaksowana zapraszam dzisiaj Was do tego pachnącego świata.

Nie wiem jak Wam, ale mnie lawenda kojarzy się z niezwykłym wakacyjnym klimatem, pięknym aromaten unoszącym się wokół pól i łąk, które możemy napotkać w czasie rowerowych eskapad, relaksem, wyciszeniem, a także z olejkiem lawendowym dodawanym do kominka, który dawno temu, jak jeszcze chodziłam do szkoły podstawowej, paliła moja Mama i który roztaczał absolutnie cudny aromat w całym domu.  Takie momenty i takie 'zapachowe' wspomnienia pozostają z nami na zawsze i właśnie m.in. dlatego tak miłym aromatem jest dla mnie lawenda.


Jakie mam przyjemne myśli podczas kąpieli w towarzystwie tego niezwykłego mydła już wiecie. A jak z działaniem? Skóra po kąpieli jest niesamowicie delikatna, otulona zapachem świeżej lawendy, miękka i gotowa na sen... Zapach zatopiony w tym mydle jest niezwykły, w moim odczuciu to lawenda z domieszką zapachu trawy na łące. Czuję świeżość, czuję tam zapach deszczu i dopiero gdzieś dalej ujawnia się lawenda...


Aromat lawendy znaleźć też możemy w żelu oczyszczającym do rąk, który stosujemy bez użycia wody. Idealne rozwiązanie w mieście, na pikniku (wkońcu maj blisko!), czy na wakacjach. To żel na bazie oczyszczającego olejku eterycznego z lawendy oraz mieszanki wody i alkoholu. Lawenda nie jest tu tak przyjemna jak w żelu pod prysznic, ale wśród szerokiej oferty produktów do oczyszczania rąk bez użycia wody, ten w moim odczuciu, wysuwa się na prowadzenie. Nie wysusza skóry, jest delikatny i fajnie odświeża nam dłonie w razie pilnej potrzeby. Warto zaznaczyć, że żel certyfikowany jest przez Ecocert Greenlife. Zdecydowanie to produkt warty uwagi, bardzo go lubię i w ostatnim czasie noszę go stale w swojej torebce.




Mam nadzieję, że choć na chwilę przeniosłyście się na lawendowe pole razem ze mną, no i czy w ogóle lubicie lawendę? :)

wtorek, 15 kwietnia 2014

Instagramowo

Gdzie jestem jak mnie nie ma? Oczywiście na insta :] Obrazkowy świat wkręcił mnie na dobre i muszę przyznać, że dzień bez tej aplikacji to dzień stracony. Fotki na swój profil wrzucam regularnie, a także uważnie śledzę innych poczynania w tym obrazkowym światku. Jest moc :D Jeżeli jest tu ktoś bez tej aplikacji to pędzikiem ściąga i szuka @ROZOWASZPILKA na początek, a później to już samo się potoczy :] Nie przedłużam i zapraszam na mix ostatnich tygodni.


1. Mała czarna ♥
2. Uroczy róż / eclair
3. Fajna mascara od L'Oreal Paris
4. Pielęgnacja


1. Grillowana pierś
2. Owocki
3. Lunch box
4. Organique rządzi na ustach


1. 2. Mani
3. Sesja
4. Sok z buraków


1. Ogród
2. Honda ♥
3. Wiosna w kuchni
4. Kwiatuszki dobre na wszystko


1.2. Organique
3. Wiosna
4. Kawka z Obs ♥


1. Planuje
2. Cinema City
3. Kwiaty
4. Poznań


1. Lubię
2. Truskawkowo
3. W pracy
4. Uwielbiam ser kozi

wtorek, 8 kwietnia 2014

Moja aktualna pielęgnacji twarzy.

Dzisiaj podzielę się z Wami moim patentem na piękną skórę twarzy na wiosnę :) Musicie wiedzieć, że skórę na twarzy mam dość problematyczną, policzki i czoło łatwo przesuszyć, natomiast broda to obszar, na którym pojawiają się pryszcze - niestety :( Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że wreszcie udało mi odkryć idealną (na aktualny moment!) pielęgnację mojej skóry. Koniec zimy to okres, w którym moja cera buntuje się wyjątkowo mocno i potrzebuję naprawdę sporo uwagi. Swoją walkę o odświeżenie i oczyszczenie skóry na wiosnę rozpoczęłam w lutym, pomimo, iż kolejne kroki pielęgnacji zmieniłam już kilkakrotnie to muszę przyznać, że w ostatecznym stanie i na aktualne potrzeby skóry mój arsenał spisuje się naprawdę wybornie. Pogrupowałam kosmetyki według przeznaczenia i w takiej formie spróbuję je dla Was opisać :) Na pierwszy ogień - nawilżanie.



Skuteczne nawilżanie skóry to jeden z ważniejszych etapów w pielęgnacji naszej twarzy (nawet tłustej, czy mieszanej). W związku z tym, że każdy dzień jest nieco inny, nasza skóra ma także nieco inne potrzeby, zaczęłam ją uważnie obserwować i skompletowałam sobie kilka kosmetyków, które stosuję w zależności od potrzeby.
Active to krem marki Phenome o działaniu nawilżająco matującym przeznaczony do skóry tłustej i mieszanej. Stosuję go przede wszystkim rano, pod makijaż. Sprawuje się świetnie, dobrze współpracuje z podkładami, nie zapycha, w wystarczającym stopniu nawilża skórę i trzyma podkład ładnie cały dzień. Zdecydowanie krem zasługuje na oddzielną recenzję, więc wkrótce na pewno na blogu się pojawi.
Korres - seria Wild Rose to krem nawilżajaco - rozjaśniający na bazie olejku z dzikiej róży - fantastycznie odżywczy krem, który przy mojej mieszanej skórze na dzień się nie sprawdza, ale na noc jest absolutnie genialny. Stosuję go w dni, kiedy czuję, że skóra potrzebuje więcej nawilżenia i odżywienia. Skóra po jego zastosowaniu jest niesamowicie miękka, wypoczęta, nawilżona i rozjaśniona. Śmiało mogę powiedzieć, że to jeden z lepszych kremów odżywczych na noc, jakie miałam okazję stosować.
BBB Pat&Rub by Kinga Rusin - to moje trzecie opakowanie tego kremu i muszę przyznać, że to kosmetyk na okres wiosenny i wakacyjny idealny. Cudnie nawilża, ożywia, a także odżywia naszą skórę, delikatnie wyrównuje koloryt, posiada filtr, jest niesamowicie lekki i bardzo wydajny. Powracam do niego już kolejny raz i po zimowej przerwie zawsze z nieskrywaną radością zaczynam kolejne opakowanie :)
Nawilżające serum z logo Clochee - to serum absolutnie idealne. Stosuję na noc - pod krem, bądź na dzień, jako baza pod makijaż. Od pierwszej aplikacji polubiłam ten produkt, w buteleczce coraz mniej magicznej substancji, więc to czas najwyższy na recenzje. Spodziewajcie się jej niebawem :)
Effaclar duo / La Roche Posay - omyłkowo znalazł się w grupie kremów nawilżających, choć jego przeznaczenie jest zupełnie inne - to krem z aptecznej półki, którego zadaniem jest eliminacja zmian trądzikowych. Kupiłam go po wielu pozytywnych opiniach w internecie i od tego czasu (a do było naprawdę wiele miesięcy temu) jest na stałe ze mną. Sprawuje się świetnie, pięknie łagodzi ewentualne zmiany na skórze, przyspiesza gojenie, delikatnie oczyszcza skórę, nie podrażnia. Warto przy okazji zaznaczyć, że tubka żadnego kremu nie rozwiąże naszych problemów skórnych. Jeżeli borykacie się z trądzikiem to absolutnie konieczna jest wizyta u dermatologa, który przepisze lek, który powinien zwalczyć przyczynę, a nie jedynie objaw problemu. Krem Effaclar stosuję jedynie jako uzupełnienie kuracji zasugerowanej przez lekarza.


 
Złuszczanie / oczyszczanie
Skóra tłusta/mieszana wymaga regularnego, delikatnego, ale jednocześnie skutecznego oczyszczania. W swojej pielęgnacji stosuję zarówno peeling enzymatyczny, jak i peeling z drobinkami, bądź oba te produkty jednocześnie, aby jeszcze bardziej podkręcić ich działanie. 
Enzymatic to peeling enzymatyczny z Phenome, który ma za zadanie dogłębnie oczyścić i dotlenić naszą skórę, a także pobudzać ją do regeneracji. Solo stosuję go raz w tygodniu, właśnie w celu odświeżenia skóry, a drugi raz stosuję go z dodatkiem korundu /którym robię delikatny masaż twarzy/ i po takiej kilkunasto, a nawet kilkudziesięcio minutowej 'maseczce', która powstaje z połączenia korundu i peelingu enzymatycznego skóra jest naprawdę genialna! Świeża, oczyszczona i taaaka gładka ♥ 
Peeling do biustu i dekoltu Pat&Rub by Kinga Rusin może ździwić Was obecność peelingu do biustu i dekoltu w tym zestawieniu, ale uważam, że do delikatnego peelingu skóry twarzy jest absolutnie świetny! Delikatnie złuszcza, odświeża i sprawia, że skóra jest naprawdę miękka i delikatna. Kuleczki, które są w tym peelingu mają idealnie okrągły kształt, a są to drobinki bambusa, które niezwykle delikatnie i jednocześnie skutecznie usuwają martwy naskórek, nie podrażniając i tak delikatnej skóry twarzy.
 

W mojej walce o lepszy stan skóry pomaga także genialna pietruszkowa maseczka na bazie glinki /Parsley Seed Cleansinig Mask/ australijskiej marki Aesop, która naprawdę obłędnie oczyszcza skórę. Maseczka pięknie uspokaja, łagodzi podrażnienia, a my cieszymi się naprawdę gładką i promienną skórą. Ale uwaga - po pierwszym użyciu byłam nieco sceptycznie nastawiona, bo na mojej brodzie zamiast uspokojnia i ukojenia w przeciągu kilku dni pojawili się kolejni 'nieprzyjeciele', ale okazało się, że to chwilowe, bo jej działanie jest tak silne, że pobudziła skórę do 'wyrzucenia' tego co zbędne. Teraz już każda kolejna aplikacja sprawia mi większą frajdę i radość z tego, że skóra jest rzeczywiście właściwiwe oczyszczona.



Demakijaż
Niezwykle ważny krok w codziennej pielęgnacji, właściwiwe najważniejszy, gdyż niedokładnie zmyty makijaż sprawi, że każdy kolejny krok nie zadziała tak, jak powinien.
Płyn micelarny 3w1 Garnier - skutecznie usuwa makijaż, jest wydajny i niedrogi, stosuję zamiennie z płynem micelarnym L'oreal Ideal Soft. Zmywam nim głównie makijaż oka, ważne, że nie podrażnia i szybko radzi sobie z cieniami, czy mascarą.Nie potrzebuję w tym przypadku niczego więcej.
Complete regenerujący żel do mycia skóry tłustej i mieszanej - zdecydowanie skuteczny, zrobił na mnie ogromne wrażenie już przy pierwszym użyciu. Wspaniale oczyszcza, łagodzi skórę, nie wysusza, nie podrażnia, używam od prawie miesiąca i ubytek w butelce naprawdę niewielki, więc jeżeli do tego wszystkiego jest wydajny to ogłaszam, że znalazłam ideał ♥
Mydło z Aleppo - był moment, że mydło to było moim prawdziwym faworytem (KLIK KLIK), żel z Phenome wyprzedził go jednak, choć nadal kosteczka leży w pogotowiu i od czasu do czasu używam jej do mycia twarzy.
Face wash pianka marki Decubal - stosuję codziennie rano do delikatnego odświeżenia skóry twarzy i przygotowania jej do makijażu. Bardzo delikatna, przeznaczona nawet do wrażliwej i atopowej skóry twarzy, przyjemna w użyciu, wydajna, cudna :) To moje kolejne opakowanie i zdecydowanie planuję powroty.


Woda termalna Uriage i Mgiełka Kwiat Pomarańczy Pat&Rub
Mgiełka z gorzką pomarańczą P&R jest na mojej półce od dobrych kilku miesięcy, stosuję ją często i niezwykle lubię - jako wykończenie makijażu, do odświeżenia w trakcie dnia, w upalne dni, wieczorem po demiakjażu i właściwiwe w każdej roli sprawdza się świetnie. Zdecydowanie ten niepozorny produkt zasługuje na uwagę i oddzielny post, który wkrótce na blogu. 
Wodę termalną Uriage stosuję zamienne z mgiełką i również bardzo ją lubię. Niezwykle przyjemna w stosowaniu i to właściwiwe kosmetyk o tak szerokim zastosowaniu, że można jej nie mieć na swojej łazienkowej półce? :)


No i na koniec został krem pod oczy. 
Krem pod oczy Pat&Rub by Kinga Rusin to lekki, dobrze nawilżający kosmetyk o świetnym składzie. Stosuję niedługo, więc na ostateczną opinię przyjdzie jeszcze czas, ale narazie jestem na tak :)
Korres Wild Rose to krem o bogatej konsystencji, świetnym działaniu nawilżającym i niestety słabo współpracuje z korektorem. To jego krótki opis :) Stosuję go jednak z przyjemnością, a z korektora staram się rezygnować, wkońcu sińce i tak nie zejdą, bo taki mój urok, a chociaż skóra w tym obszarze jest świetnie nawilżona.



A jak wygląda Wasza pielęgnacja skóry twarzy? Podobnie, czy może zupełnie inaczej? Dajcie znać koniecznie o Waszych ulubieńcach w tej jakże ważnej codzinnej rutynie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...