Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beauty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beauty. Pokaż wszystkie posty
Wakacyjny duet od essie ♥

czwartek, czerwca 05, 2014

Wakacyjny duet od essie ♥

Wróciłam. Jestem. Witam Was serdecznie :-) 
Wakacje w Grecji były absolutnie c u d o w n e... Rzeczywistość jednak wezwała już do siebie i od dwóch dni staram się ją poukładać. Łatwo nie jest, ale żeby choć trochę umilić sobie powrót do codziennych obowiązków wakacyjny mani z lakierami essie w roli głównej. Bikini so teeny to mój zeszłoroczny ulubieniec, a tego lata dołączyła do niego elegancka biel, którą noszę od wielu dni w różnych kombinacjach i jestem bardzo na TAK. Uwielbiam! 





Moja wakacyjna kosmetyczka

środa, maja 14, 2014

Moja wakacyjna kosmetyczka

Odpowiednie kosmetyki na wakacjach to podstawa. Swój urlop w tym roku zarezerwowałam w terminie, gdzie upałów jeszcze w Grecji nie będzie, ale przyjemne ciepełko już na pewno :) Choć dobrze wiemy, że słońce, wiatr i słona woda sprawiają, że skóra lubi się buntować, nie sposób nie korzystać na wakacjach ze wszystkich uroków lata. Ja zdecydowanie korzystam, ale trzeba też pamiętać, że w takich momentach skóra potrzebuje nieco więcej troski żeby cały czas była ładna i zdrowa, przecież przesuszona, czy podrażniona nie bedzie dobrze wyglądać, więc i nasze samopoczucie będzie gorsze. Ale oczywiście jest na to sposób. Stosowanie filtrów na słońce (zawsze!), odpowiednie nawilżanie, peeling, delikatny masaż pod prysznicem - to wszystko sprawi, że przez cały urlop będziemy cieszyli się doskonałym jej stanem. W swojej podróżnej torbie nie żałuję miejsca na kosmetyki, wiem co może się przydać i co trzeba wziąć żeby być przygotowaną na każdą sytuację. Zaporaszam Was do mojej podróżnej kosmetyczki :)


Filtry. 
To absolutna podstawa na wakacjach. 50 SPF to faktor, który stosuję do twarzy, zamiast podkładu stosuję BBB od P&R, który ma 30 SPF, więc w dni kiedy jest mniejsze słońce i mam ochotę na dodatkowe wyrównanie kolorytu skóry stosuję właśnie ten krem. Do twarzy stawiam na kremy z Vichy oraz La Roche Posay - znane już i sprawdzone przeze mnie formuły, wracam do nich regularnie. Do ciała stosuję Sun Ozon z Rossmana, niedrogie, z filtrami fotostabilnymi, sprawdzone i naprawdę skuteczne. Szczególnie wersja w postaci transparentnego sprayu zdobyła moją sympatię - szybka aplikacja i szybkie wchłanianie przekonały mnie do tego produktu. Oprócz widocznych na zdjęciach 20 SPF mam jeszcze 30 SPF, który stosuję zawsze w pierwszych dniach na urlopie.


Po opalaniu niezwykle ważna jest delikatna pielęgnacja pod prysznicem. W tym roku stawiam na absolutnie genialny olejek migdałowy z L'Occitane, którego działanie i zapach są tak fajne, że ciężko stosować coś innego do kąpieli, bo to, co wyprawia ze skórą warte jest pieniędzy, które musimy za niego zapłacić. Do wakacyjnej kosmetyczki trafił także żel Balea, który idealny będzie do szybkiego odświeżenia w ciągu dnia oraz ewentualnego małego prania :) Po opalaniu stawiam na La Roche Posay Posthelios, to sprawdzony żel, który naprawdę przynosi ulgę po czasie spędzonym na słońcu, a towarzyszyć mu będzie spray Sun Ozon, który już na drugiej pozycji w składzie ma wyciąg z aloesu i genialnie koi oraz chłodzi skórę. Gdyby zaszła potrzeba dodatkowego nawilżenia to biorę także balsam do ciała Organique o cudownym aromacie winogron. Balsam jedzie w duecie z solnym peelingiem.


Zapach na ciepłe wieczory... 
Choć perfum na wakacjach to nie jest pozycja obowiązkowa, ja lubię ładnie pachnieć, więc jeden na pewno leci ze mną :) Jeszcze nie wiem który z nich wybiorę, ale czuję, że zapachem moich greckich wakacji 2014 będzie neroli&orchidee L'Occitane♥


Pielęgnacja twarzy
Odnalazłam w kartonie kupiony już jakiś czas temu zestaw do pielęgnacji twarzy Clinique anti blemish solutions, na urlop będzie to idealne rozwiązanie.


Woda termalna. Na wakacjach to must have. Każda ilość mile widziana :) 
UWIELBIAM ♥


Do torby podróżnej trafi jeszcze fajna odżywka do włosów Selective Professional. To jeden produkt, a robi wszystko. 15 w 1. Genialnie odżywia, ułatwia rozczesywanie, nie obciąża włosów, chroni przed promieniami UV, zwiększa objętość :] Więc na wakacje idealne rozwiązanie. Szampon i suchy szampon to pozycje, których na zdjęciach nie ma, ale także jadą ze mną :) Panthenol w piance, plastry i tabletki to rzeczy, które także mam ze sobą zawsze, tak w razie w.


Nazbierało się tego dość sporo, ale do limitu 20 kg jeszcze naprawdę dużo zostało, więc mogę szaleć z ciuchami :) A Wy bez czego nie możecie sobie poradzić na wakacjach? Jakie kosmetyki macie zawsze w urlopowej kosmetyczce? Chętnie poczytam Wasze sprawdzone patenty w komentarzach :)


Pastelowy słodki błękit

poniedziałek, maja 12, 2014

Pastelowy słodki błękit

Moje wielkie greckie wakacje coraz bliżej, jestem własciwie przygotowana, odliczanie rozpczęte (wylot dokładnie za tydzień!), wiec i Was będę w najbliższych dniach wprowadzać w sielankowy nastrój postami o absolutnie lekkiej, wakacyjnej tematyce :) Zaczynam dzisiaj lakierem do paznokci marki PAESE. Uroczy błękit z numerem 40 skradł moje serce już po pierwszej aplikacji, obłędnie kremowy, świetnie kryjący, fantastycznie wakacyjny lakier. Przypomina mi mojego zeszłorocznego ulubieńca od essie bikini so teeny, to zdecydowanie godny jego następca i na pewno często będzie lądował na moich paznokciach w ciągu najbliższych tygodni. A jak Wam się podoba? Nosicie niebieskości latem? 
No i czas na zdjęcia, których wrzucam wyjątkowo dużo, bo przecież kolor cudny, a i nastrój na fotkach uroczy i taki hmm relaksujący :)


Dzisiejszy manicure utrwaliłam kropelkami z Inglota, to moje nowe odkrycie, którym jestem oczarowana. Bardzo polecam! No i na kawkę zapraszam :)




Coś nowego! Dużo nowego :]

sobota, kwietnia 26, 2014

Coś nowego! Dużo nowego :]

Wiadomo, że nowości w naszej kosmetyczce i na półce łazienkowej wszyscy lubimy, a w związku z tym, że wiosna w pełni, słońce świeci wprawiając nas w dobry nastrój, postanowiłam jeszcze nieco podręcić ten stan i  zaopatrzyłam się w kilka kolorowych emalii do paznokci, pojawiły się też nowości kosmetyczne, no ale kolejno... Zacznę od lakierów, bo te uwielbiam, kolory zmieniam często, a kolekcja stale się powiększa, no ale co zrobić jak pokusy są tak duże, więc ulegam i uszczęśliwiam siebie regularnie :)



Z Essie wybrałam blanc, czyli klasyczną, kremową biel, którą po pierwszej próbie już uwielbiam.


Beyond cozy, wzdychałam do niego długo, bo jest aboslutnie cudny, czy właściwiwe można przejść obok niego obojętnie? :)


First timer, czyli urocza mięta, którą pokazywałam Wam ostatnio klik klik :)


Boxer shorts, który wydaje się być bratem bliźniakiem mojego ulubionego, a już niestety kończącego się lakieru marki Manhattan 67S /manhattanka mam tutaj na zdjęciach)


No i jest też soczysty come here, paznokcie w takim kolorze zdecydowanie mają moc :)


Postanowiłam też przetestować lakiery marki paese, już kiedyś miałam z jednym szaraczkiem tej marki krótkie spotkanie (klik klik) i wspominam go bardzo dobrze, także zobaczymy jak będzie tym razem. Postawiłam na dwa kolory - żółty (numer 342) i niebieski (numer 40). Zapowiadają się cudnie. Mam tylko nadzieję, że żółtek nie bezie smużył, bo lakiery w tym kolorze mają do tego tendencje. To będzie moje trzecie podejście do tego koloru, jeżeli się nie uda to odpuszczam żółte kolory na zawsze :]




Na stoisku paese kupiłam też wysuszacz, używałam raz i zdecydowanie jest dziwny. Niby kropla wysuszacza ma się rozlać po płytce, ale nie ma pepitki, tylko zwykły pędzelek, no miłości raczej z tego nie będzie :/  


W ostatnich dniach miałam też okazję przenieść się w  rajski klimat, a mianowicie do Maroko, które odnaleźć można w centrum Poznania, a dokładniej w sklepie marokańskim, oferującym głównie kosmetyki z gorącego Maroko, ale  także pyszne wino, dzięki któremu na własnym tarasie można poczuć się naprawdę hmmm rajsko :) Maroko to afrykańskie państwo absolutnie warte uwagi, a kosmetyki, szczególnie olej arganowy, z opuncji figowej, czy z czarnuszki zachwyciły mnie totalnie, także testy już trwają, zobaczymy czy będzie z tego przyjaźń.


Na koniec moich nowości będzie także nieco egzotycznie, a mianowicie postanowiłam przenieść się na moment do mojej ukochanej Grecji i zakupiłam cudowny duet grecki od Organique. Zapach tych kosmetyków jest tak obłędny, że po wypróbowaniu kuli do kąpieli musiałam mieć i peeling i balsam i chcę więcej! To moja mała Grecja zapakowana w pudełka na wynos :] #KOCHAM



Miętowy mus / Essie

czwartek, kwietnia 24, 2014

Miętowy mus / Essie

Wiosną u mnie na paznokciach królują pastele, oczywiście małe skoki w bok są nieuniknione, wkońcu czerwień i glitter od czasu do czasu być muszą, ale generalnie delikatne, rozbielone kolory to coś, w czym na wiosnę czuję się najlepiej. Ostatnio do mojej kolekcji trafił m.in. lakier first timer od Essie. Kremowe wykończenie, piękny kolor i łatwa aplikacja, czyli wszystko dokładnie tak, jak lubię. Choć muszę przyznać, że mania na lakiery essie omija mnie (chyba!) to kolekcja emalii tej marki stale się powiększa, a to za sprawą pięknych kolorów ukrytych w prostych buteleczkach, a także odkrycia fajnego źródła, gdzie można je niedrogo (15 zł sztuka) i szybko kupić. Jest nim drogeria internetowa nocanka.pl, w którym to  właśnie kliknęłam kilka nowych emalii na wiosnę. Pokazywać będę swoje zdobycze regularnie, a Was zapraszam na fotki, no i na zakupy, bo jeżeli już Wam wpadnie w oko jakiś lakierek na nocance to realizacja naprawdę będzie błyskawiczna. Moje ździwienie było ogromne, gdy zapłaciłam za lakierki w pewne słoneczne południe, a już następnego dnia przyszedł SMS, że paczka gotowa do odbioru :) No ale przecież chciałam Wam lakier pokazać, więc kilka fotek uroczej miętki! Czyż na wiosnę nie jest to idealny kolor?


Na lawendowym polu z L'Occitane ♥

środa, kwietnia 16, 2014

Na lawendowym polu z L'Occitane ♥

Od kilku miesięcy marka L'Occitane rozpieszcza moje zmysły i serwuje raz w miesiącu cuda, które sprawiają, że codzienna kąpiel staje się niezwykle przyjemną i odprężającą chwilą. Motywem przewodnim jednej z przesyłek była lawenda. Otulam się tą niezwykłą, lawendową wonią już kilka tygodni, więc absolutnie zrelaksowana zapraszam dzisiaj Was do tego pachnącego świata.

Nie wiem jak Wam, ale mnie lawenda kojarzy się z niezwykłym wakacyjnym klimatem, pięknym aromaten unoszącym się wokół pól i łąk, które możemy napotkać w czasie rowerowych eskapad, relaksem, wyciszeniem, a także z olejkiem lawendowym dodawanym do kominka, który dawno temu, jak jeszcze chodziłam do szkoły podstawowej, paliła moja Mama i który roztaczał absolutnie cudny aromat w całym domu.  Takie momenty i takie 'zapachowe' wspomnienia pozostają z nami na zawsze i właśnie m.in. dlatego tak miłym aromatem jest dla mnie lawenda.


Jakie mam przyjemne myśli podczas kąpieli w towarzystwie tego niezwykłego mydła już wiecie. A jak z działaniem? Skóra po kąpieli jest niesamowicie delikatna, otulona zapachem świeżej lawendy, miękka i gotowa na sen... Zapach zatopiony w tym mydle jest niezwykły, w moim odczuciu to lawenda z domieszką zapachu trawy na łące. Czuję świeżość, czuję tam zapach deszczu i dopiero gdzieś dalej ujawnia się lawenda...


Aromat lawendy znaleźć też możemy w żelu oczyszczającym do rąk, który stosujemy bez użycia wody. Idealne rozwiązanie w mieście, na pikniku (wkońcu maj blisko!), czy na wakacjach. To żel na bazie oczyszczającego olejku eterycznego z lawendy oraz mieszanki wody i alkoholu. Lawenda nie jest tu tak przyjemna jak w żelu pod prysznic, ale wśród szerokiej oferty produktów do oczyszczania rąk bez użycia wody, ten w moim odczuciu, wysuwa się na prowadzenie. Nie wysusza skóry, jest delikatny i fajnie odświeża nam dłonie w razie pilnej potrzeby. Warto zaznaczyć, że żel certyfikowany jest przez Ecocert Greenlife. Zdecydowanie to produkt warty uwagi, bardzo go lubię i w ostatnim czasie noszę go stale w swojej torebce.




Mam nadzieję, że choć na chwilę przeniosłyście się na lawendowe pole razem ze mną, no i czy w ogóle lubicie lawendę? :)
Copyright © 2017 różowa szpilka