środa, 30 października 2013

Shimmer Polish / Lindsey

Po pracy wróciłam pędzikiem do domu, właściwiwe ściagając się z opadającym słońcem, a wszystko po to żeby uchwycić w dziennym świetle pierwszy z trzech lakierów Shimmer Polish, które pokazywałam wczoraj na blogu (klik klik). Wybór padł na Lindsey, czyli złoto srebrne drobiny zatopione w bezbarwnej bazie. Lakier mnie absolutnie zachwycił i żałuję, że zdjęcia nie do końca oddają jego uroku, ale musiscie w tym przypadku wierzyć mi na słowo, że lakier wygląda na żywo absolutnie obłędnie ♥  Dwie warstwy wystarczą do pełnego krycia, wszystko błyszczy, mieni się i czaruje swoimi drobinami :)


Słońce niestety nie świeciło wystarczająco długo, bo zaszło już po kilku ujęciach i mowy nie było aby powróciło, ale mimo to zobaczcie jaki cudny efekt daje Lindsey
Jednocześnie obiecuję, że jak tylko pogoda w najbliższych dniach dopisze to zrobię co w mojej mocy aby uchwycić genialny efekt tego i pozostałej dwojki  lakierów Shimmer Polish, które czekają na swojej kolej :)


Różnicę widać od razu - które zdjęcia były robione w słońcu, a które niestety bez, choć w moim odczuciu lakier jest obłędny w obydwu przypadkach :] Znacie lakiery Shimmer Polish? Lubicie błyskotki na paznokciach?

Lakier kosztuje 12 $
Shimer Polish na fb
Link do sklepu klik klik


wtorek, 29 października 2013

Kilka nowości :)

Mimo, że mało mnie w blogosferze ostatnio, to jednak musicie wiedzieć, że świat kosmetyków to ciągle mój ulubiony świat :) A że różne okazje miałam przyjemność świętować niedawno, m.in. urodziny, więc nadrabiam zaległości, bo to nie pokazywałam Wam jeszcze prezentu, który dostałam od naczelnej naszej blogosfery, czyli kochanej Obs :* Paczuszka dotarła uroczo zapakowana, wywołała uśmiech na twarzy i otoczyła pięknym aromatem. 



Z nowości muszę się jeszcze pochwalić absolutnie uroczymi lakierami z efektem bling bling. A mowa o amerykańskich lakierach ShimmerPolish. W moje łapki wpadły trzy butelki Lindsey, Cleo i Courtney. Czyż nie są obłędne? :) Jak tylko światło dopiszę to pokażę jak prezentują się na paznokciach :)






No  i na koniec kolejna paczka od L'Occitane. W tym miesiącu króluje akacja i ciepła mimoza. Buteleczki urocze z niezwykle przyjemnie pachnącą zawartością. L'Occitane rozpieszcza zmysły. Lubię to ♥



wtorek, 22 października 2013

Soap&Glory na śniadanie

Dzisiaj będzie krótko i różowo. Pełen zachwyt. Choć ten peeling, a mowa o ździeraku Soap&Glory Breakfast scrub jest ze mną dość krótko, więc i na recenzję za szybko, ale po prostu muszę się z Wami podzielić swoimi wrażeniami 'na gorąco'. 


Kosmetyki Soap&Glory wiadomo, że u nas, w PL są niedostępne, ale jeżeli tylko będziecie miały okazję zaopatrzyć się w jakieś różowe cudo tej marki to absolutnie, z całego serca polecam Breakfast scrub. Zapach jest tak obłędny, że najchętniej nagarnęłabym porcję słodkości na talerz i zaserwowała na deser :) Ale to wkońcu scrub, więc skupmy się na działaniu - delikatnie, ale skutecznie drobinki cukru złuszczają martwy naskórek, działanie bardzo fajne, choć mnie najbardziej urzekł zapach, który jest absolutnie obłędny! Otula nas słodka nuta waniliwo karmelowa, która wypełnia aromatem dokładnie całą łazienkę i zostaje tam jeszcze długo, długo po kąpieli. Kocham to! Skóra jest gładka, delikatnie nawilżona i pachnąca. Muszę się przyznać, że używam go częściej niż powinnam, ale oprzeć się nie sposób, bo odrobinę słodyczy, którą serwuje nam ten peeling jest fenomenalna, no i skutecznie poprawia nastrój :) Jesień z Soap&Glory mi nie straszna.
Znacie kosmtyki tej marki? Co oprócz peelingu jeszcze polecacie?




piątek, 18 października 2013

Wyszczuplanie z Pat&Rub

Aby nasza skóra była gładka, jędrna i elastyczna musimy się nieco postarać. Wiadomo, żę podstawą  jest ruch i właściwiwa dieta. Trzeba to od razu zaznaczyć, że żaden balsam nie zastąpi ćwiczeń, które najszybciej i najskuteczniej radzą sobie z cellulitem, brakiem napięcia w problematycznych miejsach (np. uda, pupa, brzuch). Można jednak ten proces nieco podkręcić i użyć wspomagaczy w walce o  lepsze ciało. Muszę się przyznać, że jesień w moim przypadku nie sprzyja regularnym ćwiczeniom (choć się staram!), ale smarowanie balsamem idzie mi już całkiem nieźle, więc dzisiaj podzielę się moimi spostrzeżeniami dotyczącymi balsamu wyjątkowego, a mianowicie takiego, który wspomaga lipolizę, czyli spalanie tłuszczu w komórkach, wygładza i napina skórę. Mowa o Balsamie wyszczuplającym i zwalczającym cellulit marki Pat&Rub by Kinga Rusin.


Natur Aktiv to seria wyjątkowo aktywnych preparatów do pielęgnacji ciała, w której szeregach oprócz dzisiaj opisywanego balsamu znajdziemy też peeling, który miał już swoją premierę na blogu jakiś czas temu (KLIK). Balsam, główny sprawdza dzisiejszego posta, zamknięty jest w prostej butli z pompką, charakterystycznej dla produktów marki. 



Cena tego balsamu nie należy do niskich (95zł), ale i zawartość jest wyjątkowa. W 200 ml balsamu zamknięto skoncentrowane składniki, które wspomóc mają walkę z celullitem i wyszczuplić ciało. Jak można wyczytać na opakowaniu, znajdziemy w balsami ukryte trzy substancje, które działąją na komórki tłuszczowe, i tak kolejno jest to Scopariane (z algi brązowej), który zapobiega tworzeniu się nowych komórek tłuszczowych, stymuluje wydalanie tłuszczu z komórek, Hydrofiltrat Marine Lotus G (z rośliny – lotus maritimus) , który naprawia funkcjonowanie tkanki łącznej zwalczając wolne rodniki. Zapobiega gromadzeniu się tłuszczu w komórkach i wygładza skórę i ostatni składnik czyli Phyto 75 (z morszczynu), który stymuluje wydalanie tłuszczu z komórek. Trzy wymienione wyżej substancje to baza, oprócz niej znajdziemy jeszcze wiele dobra, m.in. olejek pieprzowy i wyciąg z kardamonu, które poprawiają krążenie ekstrakt z zielonej herbaty - działanie anyoksydacyjnem, olej konopny, który jest świetnym nośnikiem substancji aktywnych, wyciąg z miłrzębu, który ujędrnia, wyciąg ze skrzypu oraz silnie nawilżajacy kwas hialuronowy, masło awokado i witamina. Całość oczywiście w 100% naturalna, bez składników pochądzących z ropy naftowej, siarczanów, PEGÓW,  bez konserwantów.

INCI:
Aqua, Decyl Cocoate, Caprylic/Capric Triglyceride, Camellia Sinensis (Green tea) Leaf Extract, Cetearyl Alcohol, Cannabis Sativa Seed Oil, Glycerin, Sphacelaria Scoparia Extract, Gingko Biloba Leaf Extract, Equisetum Arvense Extract, Laminaria Digitata Extract, Lotus Maritinus Extract, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Glyceryl Stearate SE, Betaine, Cetearyl Glucoside, Stearic Acid, Elettania Cardamonum Seed Extract, Sodium Phytate, Xanthan Gum, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Sodium Hyaluronate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Piper Nigrum Seed Oil, Cymbopogon Citratus Herb Oil, Citral, Geraniol, Limonene, Linalool




Balsam wyszczuplający ma niezwykle kremową konsystencję, jednak nie wchłania się ekspresowo, chwilę musimy pomasować nasze ciało, ale skóra dzięki temu zyska jędrność, a aktywne składniki znajdą się dokładnie tam, gdzie powinny :) Zapach jest rześki, świeży, dominuje zapach olejku pieprzowego i zielonej herbaty. Muszę przyznać, że bardzo go lubię. Jest inny. Niezwykle przyjemny dla nosa. Balsam po chwili po prostu sie wchłania i działa :). Nie odczujemy tutaj efektu chłodzenia, ani też rozgrzania, jednak osobiście nie przepadam za takimi efektami specjalnymi, więc brak tych doznań uważam za plus. Skóra po użyciu balsamu nie jest lepka, momentalnie robi się gładka i delikatna, a już po kilku aplikacjach odczułam poprawę napięcia, wygładzenia i głębokiego nawilżenia skóry. Czytałam na blogu Evelo, która zrobiła pomiary przed i po stosowaniu tego balsamu i zapewnia, że straciłą kilka cm :) Balsam stosowałam regularnie ponad miesiąc, na tyle starczyłą tubka z tą magiczną zawartością. Skóra po tym czasie naprawdę ma się nieźle. Teraz jednak wracam do regularnych ćwiczeń, a balsam zawita do mnie ponownie na wiosnę, bo wiadomo, że wszyscy czekamy znowu na słońce i krótkie spódniczki ♥

środa, 16 października 2013

W obrazkach.

Ostatnie dni, a może nawet tygodnie są dla mnie wyjątkowo miłe... Okres jesienny dla mnie i dla moich najbliższych to zawsze sezon urodzinowo/imieninowy, rozpoczynamy świętowanie na początku września, a kończymy właściwiwe dopiero pod koniec roku :) Lubię ten czas ♥ Pomiędzy jedną, a drugą imprezą znalazłam oczywiśćie czas na usupełnienie braków kosmetycznych, w moje łapki wpadło sporo nowości, które zresztą pokazywałam już na blogu. Aura jesienna mi nie straszna, sporo się dzieje, dużo kolorów, na paznokciach rządzi czerwień :) A teraz zostawiam już Was z migawkami z ostatnich dwóch tygodni. 
Enjoy.

1.2. Urodzinowo
2. Maliny ♥
3. Śniadanko


1. Wieczór francuski.
2. Gołąbki z dużą ilością kopru. Mojej Mamy gołąbki ♥
3. Obiad.
4. Kawa o poranku

1. L'Occitane
2. Color tatoo
3. L'Occitane
4. Czytam

1.2.3.4. Riki riki kosmetyki :)


1. Piszę do Was
2. Zioło. Rozmaryn.
3. Calzedonia
4. iPad

piątek, 11 października 2013

Dużo nowości. Niach niach :]

Weekend w pełni, ja swój zaczęłam wyjątkowo już wczoraj i tak sobie miło trwam w tych chwilach pełnych ciepła i rodzinnej atmosfery. Nadaje do Was z domu rodziców, więc zdjęcia nieco inne niż zwykle, bo brak mi mojego komputera i PS, zrobiło się dość późno, ale miałam już ochotę podzielić się z Wami kilkoma nowościami, które wpadły ostatnio w moje łapki, więc piszę mimo małych przeciwności :)
Na pierwszy rzut samoopalacz w kropelkach - Magis Drops marki Collistar. Używałam już kilka razy i muszę przyznać, że to jest naprawdę cudo ♥ Piękny zapach, niezwykle wygodna pipeta, efekt skóry muśniętej słońcem, bez plam, zacieków i zapychania skóry. Uwielbiam :)


Kolejny nabytek to błyszczyk marki Clarins Natural Lip Perfector. Już po pierwszej aplikacji przepadłam. Efekt niezwykle subtelny, usta rozświetlone, nawilżone, no i ten boski zapach. Boski. Mój egzemplarz jest z numerem 03.


Kupiłam też osławione mydło Aleppo, chciałam go przetestować już dawno, ale ostatecznie recenzja Izy sprawiła, że momentalnie kliknęłam - kup teraz :) Mój egzemplarz zamówiłam w sklepie Kalina i od razu postawiłam na wersję z olejem laurowym 40% . Już je lubię :)


W moje łapki trafił też nowy podkład, po długiej przygodzie z BB Pat&Rub zdecydowałam się na coś kremowego, o średnim kryciu. Postawiłam na Lancome - Teint Idole Ultra 24h. Początki są obiecujące :)



W ramach współpracy z L'OCCITANE otrzymałam paczkę z  kremem do rąk i masłem do ciała, w przypadku tego drugiego zapach jest fenomenalny ♥


Dwie maski do włosów, obydwie znam już dobrze i bardzo lubię. Na skórę głowy nakładam rosyjską maskę drożdżową, a na resztę włosów dobrze nawilżającą Alterrę.


Ulubieniec do twarzy z P&R. Kolejna butelka mgiełki Kwiat Pomarańczy do twarzy. Genialna ♥


No i na koniec dwie perełki z Soap&Glory - Scrub do ciała i żel pod prysznic. Zapach tych kosmetyków jest genialny, aż żałuję, że nie można zapachów dodawać w załączniku :)


Jak sami widzicie nowości do mojej kosmetyczki wpadło ostatnio dużo, używam więc sobie i nie żałuję ;]
Przyjemnego wieczorka Wam życzę, no i świętujcie, wkońcu weekend mamy :)

czwartek, 10 października 2013

Złoty pyłek raz!

Wczoraj zobaczyłam ten złoty pyłek w Yves Rocher i mimo tego, że mi się strasznie spodobał - nie kupiłam, bo stwierdziłam, że i tak nie będę go używać, bo przecież maluję oczy cieniami rzadko, a jeżeli już nakładam coś na powiekę to z reguły jest to delikatny beż, z ciemniejszą kreską przy linii rzęs. Od wczoraj jednak myślałam o tym cudeńku i dzisiaj czym prędzej udałam się ponownie do Yves Rocher i mam swój magiczny, złoty pyłek  ♥ Jest absolutnie przepiękny. Aktualnie muszę się przyznać, że cała się błyszczę, bo testy były intensywne :) Sezon karnawałowy uważam za otwarty sese :] 





Pyłek zamknięty jest w fajnej buteleczce z niewielkim otworkiem na górze. Z aplikacją pyłku nie było żadnego problemu - odrobina wysypana na zakrętkę, bądź rękę w zupełności starczy na pokrycie powieki i ewentualne lekkie rozświetlenie kości policzkowych. Na plus zasługuje fakt, że cień jest w 100% naturalny, a w składzie znajdziemy olejek migdałowy, mikę i tytan. Co prawda na buteleczce tych informacji brak, ale liczę, że tak właśnie jest :) Aktualnie w Yves rocher jest promocja na kosmetyki do makijażu, więc cień kupiłam z 30% rabatem. Standardowa cena to 54 zł. Oprócz wybranego przeze mnie złotka były dostępne jeszcze cztery kolory tego pyłku - różowy, szary, miedziany i kryształowy.






 I jak Wam się podoba moje nowe złotko? :) Znacie cienie YR? Lubicie?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...