czwartek, 30 maja 2013

Pastelowy fiolet od China glaze

Za oknem niestety ponuro, więc i na paznokciach nieco spokojniej. Dzisiaj delikatny fioletowy koktajl. Lakier o nazwie Secret Peri-Wink-Le brzmi dość egzotycznie, a to nic innego jak kremowy, lekko rozbielony fiolet marki China glaze. Do pełnego krycia w jego przypadku potrzebowałam trzech warstw. Lakier szybko schnie, więc dodatkowe warstwy nie sprawiają kłopotu, ładnie błyszczy, nie smuży, nie bąbluje. Na zdjęciach występuje solo, bez topu. Całość prezentuje się pięknie :]







Lakier kupiłam na blogowej wyprzedaży u Mani. Można u Mani trafić naprawdę fajne lakierki :] Kolor Secret Peri Wink Le jest niezwykle zbliżony do mojego ulubieńca marki Manhattan o numerze 67S, więc u mnie to love od pierwszego zobaczenia :)

Dla porównania Manhattan.


I Chineczka.
 

wtorek, 28 maja 2013

Brazil Spa / peeling cukrowy Abacosun

Scrub, ździerak, peeling. Lubię to :)


Masaż pod prysznicem dobrej jakości peelingiem absolutnie uwielbiam, stosuję minimum raz w tygodniu. Muszę przyznać, że te cukrowe, do całego ciała darzę szczególną sympatią. Dzisiaj mam dla Was garść owoców egoztycznych, a dokładniej będzie mowa o cukrowym peelingu Brazil Spa firmy Abacosun. To moje pierwsze spotkanie z marką Abacosun i muszę od razu przyznać, że do udanych go zaliczyć nie mogę.


Peeling zapakowany jest w plastikowe opakowanie o pojemności 240 ml, klasyczne, ale nieco zwęża się na górze, wiec wydobycie produktu jest utrudnione. Konsystencja zwarta, cukier w peelingu jest dość drobny. Zapach - to jest bardzo mocna strona tego produktu - jest absolutnie genialny - świeży, egzotyczny, mocno owocowy, nie nachalny, piękny! 


Skład krótki, bez PEGów, czy parabenów, za to z parafiną już na drugiej pozycji. Z porządanych substancji znajdziemy tu wosk pszczeli, który zmiękcza i wygładza skórę, masło kakaowe, które również wygładza, natłuszcza i zwalcza wolne rodniki, jest też masło shea, olej z babassu, czy też olej z nasion makadamii, który działa regenerująco, dobrze zmiękcza i wygładza skórę, na końcu składu znajdziemy też olej ze słodkich migdałów.

Skład: Sucrose, Paraffinum Liquidum, Cera Alba, Theobroma Cacao Seed Butter, Butyrospermum Parkii, Paraffin, Hydrogenated Polyisobutene, Orbignya Oleifera Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Parfum, Aqua, Bht, CI 15985

Peeling ten jest dość delikatny, ziarenka cukru drobne, o podrażnienia więc martwić się nie trzeba. Dobrze wygładza skórę, jednak dla fanów gruboziarnistych peelingów może okazać się zbyt słaby. Mocno nawilża i natłuszcza skórę. W moim odczuciu natłuszczenie jest jednak zbyt mocne. Film, który pozostawiają cukrowe peelingi bardzo lubię, jednak w tym przypadku ta tłusta, lepka wręcz warstwa jest nie do zniesienia, zmuszona jestem po prostu zmyć ją żelem pod prysznic. Wydajność peelingu przy stosowaniu go na całe ciało jest niewielka. Opakowanie starcza nam na maksymalnie 5-6 zastosowań. Muszę przyznać, że w tym przypadku obłędny zapach i duża dawka olejków w składzie to za mało aby zdobyć moją sympatię. Firmie Abacosun dam jeszcze szansę, bo wiele ich kosmetyków ma świetne opinie, ale do tego peelingu już nie wrócę.



Swój egzemplarz kupiłam na targach za około 30 zł. Stacjonarnie kosmetyków tej firmy nie widziałam, jednak w sieci są jak najbardziej dostępne.
Strona Abacosun

czwartek, 23 maja 2013

Owocowy manicure

Miały być kropki, bo wiem, że czekacie na jakąś nową, kropkową wariację. Zła wiadomość to taka, że kropek dzisiaj nie będzie, a dobra to taka, że wyszło mi piękne mani - owocowe, kolorowe, soczyste i bardzo pozytywne! Za tło posłużył mi Sernik z czereśniami z książki Nigella ekspresowo. Czyż ten sernik nie jest boski? :] Ale przejdźmy do meritum notki, czyli kolorowego manicure. Tak, jak kiedyś preferowałam jednokolorowe mani, tak ostatnio potrzebuję dodatkowej dawki energii, którą właśnie czerpię z kolorowych paznokci. Dzisiaj stawiam na owoce - jeżyny, maliny i koktajl jagodowy :) Bardzo dobrze się w nim czuję i takie owocowe inspiracje pewnie jeszcze nie raz zagoszczą na moich pazurkach.




Użyte lakiery /od kciuka/

Sephora - speed dating
Rimmel - urban purple
Manhattan - 67S
China glaze - below deck
Pierre rene - numer nieznany, lakier ma już dużo lat :]



Mając takie apetyczne tło czasami można pomylić fotografowany obiekt :]




środa, 22 maja 2013

Greckie oliwki i zielona herbata ♥ Mythos

Mimo, że wiosna w pełni, to słońce ciągle jeszcze kapryśne. Ale spokojnie, mam dla Was solidną dawkę greckich specjałów marki Mythos. Mythos to seria kosmetyków nowej generacji z drzewa oliwnego. Producentem jest firma Flax, która istnieje na rynku od 1996r. Wiadomo, że jak Grecja, to musi być słońce. Będzie m.in. masło oliwki, masło shea, aloes, olejek migdałowy i zielona herbata. Brzmi dobrze, prawda? :) W skład zestawu jaki przez ostatni czas gościł na mojej łazienkowej półce znalazło się masło do ciała oliwa i zielona herbata i delikatnie peelingująca kostka do mycia z tej samej serii. W ofercie marki oprócz serii z oliwą i zieloną herbatą znajdziemy także wersję z granatem, lawendą, wanilię&kokos, mleko&miód oraz aloes. Mimo, że mój zestaw to prezent imieninowy od Obsession (:*), zdecydowanie trafił w moje upodobania zapachowe. Produkty, jak i cała polityka firmy m.in. łagodne formuły kosmetyków, bez parabenów, syntetycznych kolorów, czy GMO  bardzo mi się podoba i jestem przekonana, że swoją przygodę z marką mythos dopiero zaczynam.

Naturalne mydło / zielona herbata 

Niewielka kostka z drobinkami zielonej herbaty niezwykle delikatnie myje ciało, nie podrażnia i nie wysusza skóry. Skład jest prosty i przyjazny, znajdziemy w nim m.in. olej palmowy, glicerynę i ziarna zielonej herbaty, które lekko masują ciało. Mydełko jest wydajne i jak dla mnie forma 'kostki' to ulubieniec do mycia w ostatnim czasie i fajna alnernatywa dla kosmetyków w formie żelu. Producent poleca nim mycie twarzy, ja byłam z tym ostrożna, bo ostatnio skórę twarzy mam kapryśną, ale muszę przyznać, że pod prysznicem sprawdziło się wybornie.




 Masło do ciała / oliwa i zielona herbata


Masło zapakowane jest w biały słoik z solidnego plastiku o pojemności 200 ml. Zapach jest świeży, dominują tu nuty zielonej herbaty, gdzieś dalej wyczuwalna jest również oliwa. W składzie znajdziemy wiele dobra, m.in. masło z oliwek, masło shea, aloes, lecytynę i olejek migdałowy. Masło, jak wszystkie kosmetyki marki mythos wolne jest od parabenów, oleju mineralnego, silikonów i GMO.




Konsystencja jest niezwykle przyjemna, taka śmietanowa. Masło po aplikacji  dość szybko się wchłania, nie pozostawia lepkiej warstwy, a przyjemny, świeży zapach długo utrzymuje się na skórze. Zaskoczona jestem wydajnością tego kosmetyku, bo muszę tu zaznaczyć, że wystarczy naprawdę niewielka ilość i całe ciało jest pięknie nawilżone. 

Jeszcze rzut okiem na skład:


Grecję uwielbiam - za klimat, za słońce i za przyjaznych ludzi, ale jak się okazuje greckie kosmetyki też są godne uwagi i na pewno w te słoneczne rejony jeszcze nieraz się wybiorę :)


Mydło kosztuje ok 11 zł, masło do ciała ok. 30 zł.
On line do kupienia np TU

piątek, 17 maja 2013

Szpilkowa pielęgnacja włosów

Dzisiaj obiecany post o Szpilkowych włosach. Kto śledzi mojego bloga, ten wie, że z fryzjerami miałam kilka przygód i to bynajmniej nie były przygody miłe i sympatyczne, ale włosy na szczęście rosną szybko, farby zostały częściowo wypłukane, częściowo przykryte nowymi i jest znacznie lepiej. Dla przypomnienia, w grudniu było fatalnie, oo TAK, później było nieco lepiej i włosy wyglądały TAK. Teraz po wielu godzinach w maskach i olejach włosy prezentują się TAK :)


Włosy nadal farbuję w stylu ombre, a ślady fatalnego w skutkach farbowania zostały zniwelowane do minimum i właściwie dla osoby, która nie zna mojej historii włosowej są niewidoczne. I tak miało być, choć muszę przyznać, że nie było łatwo :) Jakiś czas temu byłam u fajnej fryzjerki, która wreszcie zrobiła z nimi porządek. Pani Asiu - dziękuję! Wszystko zmierza w dobrym kierunku, a włosy z każdym tygodniem są w lepszej kondycji. Dbam o nie i staram się być dla nich dobra i łagoda - nie myję włosów szamponami z dodatkiem SLSów, uniakam obciążających silikonów, jeżeli już są w jakimś produkcie to pozwalam sobie na nie sporadycznie, bo w małych ilościach zdecydowanie mi służą. No i najważniejsze - włosy czeszę tylko TT albo drewnianym grzebieniem.

Pielęgnacja

Szampony - długi okres używałam głównie tych niemieckich - Alverde i Alterra, poczułam niewielkie znudzenie (choć nadal Alverde morela&cytryna to mój ulubieniec) i szukam ideału wśród szerokiej gamy kosmetyków zza wschodniej granicy. Natura Siberica - do wszystkich typów włosów - to moje najnowsze odkrycie i muszę przyznać, że początki znajomości są niezwykle obiecujące. Baikal hebrals - szampon ten zbyt mocno plątał włosy, więc raczej kolejnej butelki nie kupię, choć wiem, że mimo mojego nienajlepszego zdania na temat Baikalu ma on wielu zwolenników.
Dove Intense repair - na co dzień go nie stosuję, ale używam sporadycznie i muszę przyznać, że świetnie radzi sobie z dużą ilość środków stylizujących do włosów (lakier, pianka itp), więc gdy Szpilka szaleje i nałoży za dużo pianki, żelu i lakieru - zmywa to właśnie Dove.


Odżywki do włosów
Mrs. Potter's aloes i jedwab to mój numer jeden aktualnie. Dobry skład, duża wydajność, nie obciąża włosów, to moja kolejna butla i na pewno jeszcze niejedna u mnie zagości. Dużo pozytywnych opinii zbiera też na KWC, kto jeszcze jej nie zna, a lubi treściwe odżywki do włosów powinien ją zakupić.
Baikal herbals - seria włosy łamliwe  i słabe - nie sprawdziła się u mnie solo, zbyt słabo nawilża i nie ułatwia rozczesywania. Stosuję jako jako dodatek do olejku lub przed myciem włosów.
Dove - intense repair - odzywka d/s, prawdziwa bomba silikonowa :) Stosuję gdy zależy mi na maksymalnym wygładzeniu oraz gdy włosy są niesforne i ciężko je rozczesać. Niekiedy odrobinę nakładam na same końce, fajnie je wygładza.
Dove intense repair - odżywka w sprayu b/s - lekka, błyskawicznie poradzi sobie ze wszystkimi poplątanymi włosami, nie obciąża, nie skleja, wygodna w aplikacji, niezawodna gdy mamy mało czasu.


Ochrona
Jedwab w płynie Green pharmacy - duże zaskoczenie - fajny skład, świetnie wygładza końce trafił na listę moich ulubieńców ostatnich tygodni. Najlepszy jedwab jaki używałam do tej pory. 
Alverde - serum na zniszczone końcówki - świetny skład, fajnie wygładza, ale  obiecanego głębokiego nawilżenia końcówek nie zauważyłam. Stosuję obecnie okazjonalnie.
Eliksir ziołowy do włosów Green Pharmacy - używam od niedawna, więc jeszcze nie mogę o nim nic powiedzieć, na pewno dam Wam znać czy odnotowałam jakąkolwiek różnicę po tym psikaczu.
Spray termochronny do włosów marki Avon - to moja kolejna butelka, lubię go za zapach i za to, że nie obciąża włosów, jak to jest z prawdziwą ochroną przed wysoką temparaturą nie wiem, liczę, że choć odrobinę je chroni :)


Maski i oleje
Aktualnie moją ulubioną maską jest henna wax firmy Pilomax - wygładza włosy, są one również odpowiednio dociążone, ale nie obciążone, nawilża i fajnie je nabłyszcza. Kolejną maską jest słynny Kallos - Latte, dobra, choć na moich włosach nie dająca tak fajnych efektów jest w/w Pilomax. Dość dobrze nawilża, ale przy większej jej ilości nieco obciąża włosy, nie zauważyłam też nabłyszczenia, a który niezwykle lubię. Częściej u mnie gości po myciu włosów, stosuję ją do 3 razy w tygodniu jako odżywkę, trzymam 2 minuty. Drożdżowa maska do włosów od wschodnich sąsiadów to mój weekendowy rytuał, po kilku aplikacjach zauważyłam nowe baby hair, więc to działa. Pięknie pachnie, jednak absolutnie nie nawilża włosów, stosuję ją przed myciem, kolejny krok to szampon i oczywiście odzywka. Ostatnią pozycja jest Amla, zapach tego oleju nie jest zachęcajacy - silny i mnie drażni, więc raczej sporadycznie stosuję takie nasiadówki z olejem we włosach, ale to, co robi jest fenomenalne. Wygładza, nawilża, dodaje pięknego połysku, domyka łuski włosowe, pozostawia włosy w zauważalnie lepszej kondycji do 3-4 myć.


No i wykończenie fryzury - lakier - aktualnie Nivea diamond gloss, pianka - marki Taft color shine i mój włosowy must have odżywka milk shake firmy z.one concept, którą stosuję w chwilach wyjątkowej niepoprawności włosowej :) Więcej o niej pisałam TU


No i to było na tyle :) Znacie jakieś produkty? Lubicie szczególnie mocno? A może macie swoje perełki, których nie ma w mojej aktualnej pielęgnacji. Chętnie poczytam o Waszych ulubieńcach, dzielcie się nimi w komentarzach.

środa, 15 maja 2013

Kolorowy mani w środku tygodnia

Miało być dzisiaj o włosach, ale zmalowałam tak fajny i pozytywny manicure, że postanowiłam szybko się z Wami nim podzielić. Cztery lakiery, pozytywna energia i delikatne bling blig. No muszę przyznać, że fajnie mi to wyszło sese :]







Użyte lakiery:
Manhattan 67S
Sephora teeny bikini
Golden rose / Paris, 242
Orly HALO


 I na koniec zbliżenie




Jak Wam się podoba taki pozytywny manicure ? Mnie bardzo! :)

wtorek, 14 maja 2013

Ulubieńcy wieczorową porą

Ciepły wieczór, w głośnikach muzyczka... To idealny czas na pokazanie moich ulubieńców ostatniego czasu. Nie ma tego dużo, bo też niewiele kosmetyków mnie w ostatnim czasie pozytywnie zaskakuje, znalazło się jednak kilka perełek, którymi zamierzam się z Wami podzielić. Każdy z nich zasługuje na oddzielną, obszerną recenzję i taka też będzie w najbliższym czasie na blogu, jednak już dziś pokażę Wam w kilku zdjęciach jakie kosmetyki zdobyły moją sympatię.
Moja ulubiona hipoalergiczna seria Pat&Rub - olejek do ciała. To miłość od pierwszego użycia. Zapch wszystkich kosmetyków z tej serii niezwykle trafia w mój 'nos', bardzo przyjemny, skład bajeczny, świetne nawilżanie, wygoda pompka, no uwielbiam, absolutnie uwielbiam


Kolejnym bardzo fajnym nawilżającym kosmetykiem jest masło do ciała greckiej marki Mythos - oliwa i zielona herbata. Lekkie, o bardzo przyjaznym składzie, mające w sobie coś, co budzi wspomnień czar ♥ Co rano mam szybki powrót na gecką wyspę Kos, do słońca...



Ostatni z ulubieńców, poniekąd też nawilżajacy to Jedwab do włosów w płynie Green Pharmacy. Tak, jak kosmetyków tej firmy nie darzę sympatią, tak ten jedwab 'zdobył mnie' od pierwszego użycia :) Delikatny dla włosów, o fajnym składzie - bez silnych silikonów, nie obciąża. Do tego niedorgi, wydajny, z wygodną pompką. Lubię go.


Dzisiaj przygotowywałam dla Was też post o włosach, dawno nie było aktualizacji wyglądu moich włosów, ich pielęgnacji, więc czas to nadrobić. Jutro zapraszam na włosową aktualizację. Muszę się jeszcze przyznać, że jak zaczęłam fotografować kosmetyki do włosów jakie posiadam pomyślałam sobie - ratunku! - jestem włosomaniaczką :D Ale o tym jutro.

Na fb pytałam Was też ostatnio o dobry krem pod oczy. Nadal na żaden się nie zdecydowałam. Wpisujcie proszę swoich ulubieńców w komentarzach poniżej, będę wdzięczna za sugestie :)




poniedziałek, 13 maja 2013

Mój dekolt przed i po kuracji kosmetykami Pat&Rub / foto

Zdjęcie dekoltu nr 1 zrobione ponad 2 miesiące temu i zdjęcie nr 2 zrobione 10 min temu :] 
Muszę przyznać, że sama jestem w szoku, że efekty są tak mocno widoczne. Pryszczy nie ma, a dekolt jest wyraźnie wygładzony. Zdecydowanie jestem zadowolona z efektów. Wszystkich, którzy wczoraj nie doczytali mojej recenzji o duecie do biustu i dekoltu z Pat& Rub zapraszam dziś klik klik


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...