Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pat&Rub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pat&Rub. Pokaż wszystkie posty
Moja wakacyjna kosmetyczka

środa, maja 14, 2014

Moja wakacyjna kosmetyczka

Odpowiednie kosmetyki na wakacjach to podstawa. Swój urlop w tym roku zarezerwowałam w terminie, gdzie upałów jeszcze w Grecji nie będzie, ale przyjemne ciepełko już na pewno :) Choć dobrze wiemy, że słońce, wiatr i słona woda sprawiają, że skóra lubi się buntować, nie sposób nie korzystać na wakacjach ze wszystkich uroków lata. Ja zdecydowanie korzystam, ale trzeba też pamiętać, że w takich momentach skóra potrzebuje nieco więcej troski żeby cały czas była ładna i zdrowa, przecież przesuszona, czy podrażniona nie bedzie dobrze wyglądać, więc i nasze samopoczucie będzie gorsze. Ale oczywiście jest na to sposób. Stosowanie filtrów na słońce (zawsze!), odpowiednie nawilżanie, peeling, delikatny masaż pod prysznicem - to wszystko sprawi, że przez cały urlop będziemy cieszyli się doskonałym jej stanem. W swojej podróżnej torbie nie żałuję miejsca na kosmetyki, wiem co może się przydać i co trzeba wziąć żeby być przygotowaną na każdą sytuację. Zaporaszam Was do mojej podróżnej kosmetyczki :)


Filtry. 
To absolutna podstawa na wakacjach. 50 SPF to faktor, który stosuję do twarzy, zamiast podkładu stosuję BBB od P&R, który ma 30 SPF, więc w dni kiedy jest mniejsze słońce i mam ochotę na dodatkowe wyrównanie kolorytu skóry stosuję właśnie ten krem. Do twarzy stawiam na kremy z Vichy oraz La Roche Posay - znane już i sprawdzone przeze mnie formuły, wracam do nich regularnie. Do ciała stosuję Sun Ozon z Rossmana, niedrogie, z filtrami fotostabilnymi, sprawdzone i naprawdę skuteczne. Szczególnie wersja w postaci transparentnego sprayu zdobyła moją sympatię - szybka aplikacja i szybkie wchłanianie przekonały mnie do tego produktu. Oprócz widocznych na zdjęciach 20 SPF mam jeszcze 30 SPF, który stosuję zawsze w pierwszych dniach na urlopie.


Po opalaniu niezwykle ważna jest delikatna pielęgnacja pod prysznicem. W tym roku stawiam na absolutnie genialny olejek migdałowy z L'Occitane, którego działanie i zapach są tak fajne, że ciężko stosować coś innego do kąpieli, bo to, co wyprawia ze skórą warte jest pieniędzy, które musimy za niego zapłacić. Do wakacyjnej kosmetyczki trafił także żel Balea, który idealny będzie do szybkiego odświeżenia w ciągu dnia oraz ewentualnego małego prania :) Po opalaniu stawiam na La Roche Posay Posthelios, to sprawdzony żel, który naprawdę przynosi ulgę po czasie spędzonym na słońcu, a towarzyszyć mu będzie spray Sun Ozon, który już na drugiej pozycji w składzie ma wyciąg z aloesu i genialnie koi oraz chłodzi skórę. Gdyby zaszła potrzeba dodatkowego nawilżenia to biorę także balsam do ciała Organique o cudownym aromacie winogron. Balsam jedzie w duecie z solnym peelingiem.


Zapach na ciepłe wieczory... 
Choć perfum na wakacjach to nie jest pozycja obowiązkowa, ja lubię ładnie pachnieć, więc jeden na pewno leci ze mną :) Jeszcze nie wiem który z nich wybiorę, ale czuję, że zapachem moich greckich wakacji 2014 będzie neroli&orchidee L'Occitane♥


Pielęgnacja twarzy
Odnalazłam w kartonie kupiony już jakiś czas temu zestaw do pielęgnacji twarzy Clinique anti blemish solutions, na urlop będzie to idealne rozwiązanie.


Woda termalna. Na wakacjach to must have. Każda ilość mile widziana :) 
UWIELBIAM ♥


Do torby podróżnej trafi jeszcze fajna odżywka do włosów Selective Professional. To jeden produkt, a robi wszystko. 15 w 1. Genialnie odżywia, ułatwia rozczesywanie, nie obciąża włosów, chroni przed promieniami UV, zwiększa objętość :] Więc na wakacje idealne rozwiązanie. Szampon i suchy szampon to pozycje, których na zdjęciach nie ma, ale także jadą ze mną :) Panthenol w piance, plastry i tabletki to rzeczy, które także mam ze sobą zawsze, tak w razie w.


Nazbierało się tego dość sporo, ale do limitu 20 kg jeszcze naprawdę dużo zostało, więc mogę szaleć z ciuchami :) A Wy bez czego nie możecie sobie poradzić na wakacjach? Jakie kosmetyki macie zawsze w urlopowej kosmetyczce? Chętnie poczytam Wasze sprawdzone patenty w komentarzach :)


O D P R Ę Ż E N I E

poniedziałek, kwietnia 28, 2014

O D P R Ę Ż E N I E

To był długi dzień... Ale wreszcie mamy wieczór, więc włączam ulubioną muzykę, zapalam świece i napuszczam wody do wanny... Sięgam po nowe cudo, które dumnie stoi na łazienkowej półce, a które od niedawna jest dostępne w szeregach Pat&Rub i czeka tylko na swoją premierę w mojej wannie. To musujący puder do kąpieli z kozim mlekiem. Wsypuję obficie puder do ciepłej wody, przyjemnie musuje roztaczając w całej łazience odprężający aromat lawendy... Wchodzę do wanny i jestem w raju... 

Puder zapakowany jest w duży, wygodny słoik o pojemności 400 ml. Moja wersja jest z kozim mlekiem, lawendą i cynamonem, a przeznaczona jest do pielęgnacji suchej i podrażnionej skóry. W środku znajdziemy przecudownie pachnący biały pył, i płatki lawendy. Puder rozpuszcza się błyskawicznie, a woda nabiera apetycznego biełego koloru, w całej łazience aromat lawendy unosi się i działa niesamowicie odprężająco... Gdzieś dalej wyczuwalny jest także olejek cynamonowy, który dodatkowo rozgrzewa i pobudza... Takie połączenie dla zmysłów jest naprawdę ganialne!


No a teraz dokładniej co mamy w środku :) Kozie mleko działa regenerująco i łagodząco, jest w nim kazeina, kwas mlekowy i proteiny, które nawilżają i ujędrniają naszą skórę. W składzie znajdziemy też masło shea (wysoko w INCI!), dzięki któremu skóra po kąpieli jest aksamitna, a olej ze słodkich migdałów sprawia, że jest miękka i niesamowicie gładka. Jeżeli dodamy do tego lawendę i olejek cynamonowy, uwieżcie, że poczujecie się niesamowicie odprężone, a troski z całego dnia znikną gdzieś daleko. Nie ukrywam, że raczej rzadko organizuje sobie takie domowe SPA, ale jeżeli już się na to decyduję to chcę żeby było 'na bogato', więc najlepiej z maseczką na buzi i odżywką na włosach :) Jeżeli dodam, że olejek eteryczny z lawendy ma działanie antycellulitowe to mamy kolejny plus i kąpiel staje się jeszcze przyjemniejsza. Po takim seansie naprawdę świat widzi się w różowych barwach, a perspektywa zbliżającego się długiego weekendu jest jeszcze bardziej optymistyczna. 


Puder okazał się niezwykle fotogeniczny, a słońce, które nagle pojawiło się zza chmur skutecznie przedłużyło sesje...


Moja aktualna pielęgnacji twarzy.

wtorek, kwietnia 08, 2014

Moja aktualna pielęgnacji twarzy.

Dzisiaj podzielę się z Wami moim patentem na piękną skórę twarzy na wiosnę :) Musicie wiedzieć, że skórę na twarzy mam dość problematyczną, policzki i czoło łatwo przesuszyć, natomiast broda to obszar, na którym pojawiają się pryszcze - niestety :( Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że wreszcie udało mi odkryć idealną (na aktualny moment!) pielęgnację mojej skóry. Koniec zimy to okres, w którym moja cera buntuje się wyjątkowo mocno i potrzebuję naprawdę sporo uwagi. Swoją walkę o odświeżenie i oczyszczenie skóry na wiosnę rozpoczęłam w lutym, pomimo, iż kolejne kroki pielęgnacji zmieniłam już kilkakrotnie to muszę przyznać, że w ostatecznym stanie i na aktualne potrzeby skóry mój arsenał spisuje się naprawdę wybornie. Pogrupowałam kosmetyki według przeznaczenia i w takiej formie spróbuję je dla Was opisać :) Na pierwszy ogień - nawilżanie.



Skuteczne nawilżanie skóry to jeden z ważniejszych etapów w pielęgnacji naszej twarzy (nawet tłustej, czy mieszanej). W związku z tym, że każdy dzień jest nieco inny, nasza skóra ma także nieco inne potrzeby, zaczęłam ją uważnie obserwować i skompletowałam sobie kilka kosmetyków, które stosuję w zależności od potrzeby.
Active to krem marki Phenome o działaniu nawilżająco matującym przeznaczony do skóry tłustej i mieszanej. Stosuję go przede wszystkim rano, pod makijaż. Sprawuje się świetnie, dobrze współpracuje z podkładami, nie zapycha, w wystarczającym stopniu nawilża skórę i trzyma podkład ładnie cały dzień. Zdecydowanie krem zasługuje na oddzielną recenzję, więc wkrótce na pewno na blogu się pojawi.
Korres - seria Wild Rose to krem nawilżajaco - rozjaśniający na bazie olejku z dzikiej róży - fantastycznie odżywczy krem, który przy mojej mieszanej skórze na dzień się nie sprawdza, ale na noc jest absolutnie genialny. Stosuję go w dni, kiedy czuję, że skóra potrzebuje więcej nawilżenia i odżywienia. Skóra po jego zastosowaniu jest niesamowicie miękka, wypoczęta, nawilżona i rozjaśniona. Śmiało mogę powiedzieć, że to jeden z lepszych kremów odżywczych na noc, jakie miałam okazję stosować.
BBB Pat&Rub by Kinga Rusin - to moje trzecie opakowanie tego kremu i muszę przyznać, że to kosmetyk na okres wiosenny i wakacyjny idealny. Cudnie nawilża, ożywia, a także odżywia naszą skórę, delikatnie wyrównuje koloryt, posiada filtr, jest niesamowicie lekki i bardzo wydajny. Powracam do niego już kolejny raz i po zimowej przerwie zawsze z nieskrywaną radością zaczynam kolejne opakowanie :)
Nawilżające serum z logo Clochee - to serum absolutnie idealne. Stosuję na noc - pod krem, bądź na dzień, jako baza pod makijaż. Od pierwszej aplikacji polubiłam ten produkt, w buteleczce coraz mniej magicznej substancji, więc to czas najwyższy na recenzje. Spodziewajcie się jej niebawem :)
Effaclar duo / La Roche Posay - omyłkowo znalazł się w grupie kremów nawilżających, choć jego przeznaczenie jest zupełnie inne - to krem z aptecznej półki, którego zadaniem jest eliminacja zmian trądzikowych. Kupiłam go po wielu pozytywnych opiniach w internecie i od tego czasu (a do było naprawdę wiele miesięcy temu) jest na stałe ze mną. Sprawuje się świetnie, pięknie łagodzi ewentualne zmiany na skórze, przyspiesza gojenie, delikatnie oczyszcza skórę, nie podrażnia. Warto przy okazji zaznaczyć, że tubka żadnego kremu nie rozwiąże naszych problemów skórnych. Jeżeli borykacie się z trądzikiem to absolutnie konieczna jest wizyta u dermatologa, który przepisze lek, który powinien zwalczyć przyczynę, a nie jedynie objaw problemu. Krem Effaclar stosuję jedynie jako uzupełnienie kuracji zasugerowanej przez lekarza.


 
Złuszczanie / oczyszczanie
Skóra tłusta/mieszana wymaga regularnego, delikatnego, ale jednocześnie skutecznego oczyszczania. W swojej pielęgnacji stosuję zarówno peeling enzymatyczny, jak i peeling z drobinkami, bądź oba te produkty jednocześnie, aby jeszcze bardziej podkręcić ich działanie. 
Enzymatic to peeling enzymatyczny z Phenome, który ma za zadanie dogłębnie oczyścić i dotlenić naszą skórę, a także pobudzać ją do regeneracji. Solo stosuję go raz w tygodniu, właśnie w celu odświeżenia skóry, a drugi raz stosuję go z dodatkiem korundu /którym robię delikatny masaż twarzy/ i po takiej kilkunasto, a nawet kilkudziesięcio minutowej 'maseczce', która powstaje z połączenia korundu i peelingu enzymatycznego skóra jest naprawdę genialna! Świeża, oczyszczona i taaaka gładka ♥ 
Peeling do biustu i dekoltu Pat&Rub by Kinga Rusin może ździwić Was obecność peelingu do biustu i dekoltu w tym zestawieniu, ale uważam, że do delikatnego peelingu skóry twarzy jest absolutnie świetny! Delikatnie złuszcza, odświeża i sprawia, że skóra jest naprawdę miękka i delikatna. Kuleczki, które są w tym peelingu mają idealnie okrągły kształt, a są to drobinki bambusa, które niezwykle delikatnie i jednocześnie skutecznie usuwają martwy naskórek, nie podrażniając i tak delikatnej skóry twarzy.
 

W mojej walce o lepszy stan skóry pomaga także genialna pietruszkowa maseczka na bazie glinki /Parsley Seed Cleansinig Mask/ australijskiej marki Aesop, która naprawdę obłędnie oczyszcza skórę. Maseczka pięknie uspokaja, łagodzi podrażnienia, a my cieszymi się naprawdę gładką i promienną skórą. Ale uwaga - po pierwszym użyciu byłam nieco sceptycznie nastawiona, bo na mojej brodzie zamiast uspokojnia i ukojenia w przeciągu kilku dni pojawili się kolejni 'nieprzyjeciele', ale okazało się, że to chwilowe, bo jej działanie jest tak silne, że pobudziła skórę do 'wyrzucenia' tego co zbędne. Teraz już każda kolejna aplikacja sprawia mi większą frajdę i radość z tego, że skóra jest rzeczywiście właściwiwe oczyszczona.



Demakijaż
Niezwykle ważny krok w codziennej pielęgnacji, właściwiwe najważniejszy, gdyż niedokładnie zmyty makijaż sprawi, że każdy kolejny krok nie zadziała tak, jak powinien.
Płyn micelarny 3w1 Garnier - skutecznie usuwa makijaż, jest wydajny i niedrogi, stosuję zamiennie z płynem micelarnym L'oreal Ideal Soft. Zmywam nim głównie makijaż oka, ważne, że nie podrażnia i szybko radzi sobie z cieniami, czy mascarą.Nie potrzebuję w tym przypadku niczego więcej.
Complete regenerujący żel do mycia skóry tłustej i mieszanej - zdecydowanie skuteczny, zrobił na mnie ogromne wrażenie już przy pierwszym użyciu. Wspaniale oczyszcza, łagodzi skórę, nie wysusza, nie podrażnia, używam od prawie miesiąca i ubytek w butelce naprawdę niewielki, więc jeżeli do tego wszystkiego jest wydajny to ogłaszam, że znalazłam ideał ♥
Mydło z Aleppo - był moment, że mydło to było moim prawdziwym faworytem (KLIK KLIK), żel z Phenome wyprzedził go jednak, choć nadal kosteczka leży w pogotowiu i od czasu do czasu używam jej do mycia twarzy.
Face wash pianka marki Decubal - stosuję codziennie rano do delikatnego odświeżenia skóry twarzy i przygotowania jej do makijażu. Bardzo delikatna, przeznaczona nawet do wrażliwej i atopowej skóry twarzy, przyjemna w użyciu, wydajna, cudna :) To moje kolejne opakowanie i zdecydowanie planuję powroty.


Woda termalna Uriage i Mgiełka Kwiat Pomarańczy Pat&Rub
Mgiełka z gorzką pomarańczą P&R jest na mojej półce od dobrych kilku miesięcy, stosuję ją często i niezwykle lubię - jako wykończenie makijażu, do odświeżenia w trakcie dnia, w upalne dni, wieczorem po demiakjażu i właściwiwe w każdej roli sprawdza się świetnie. Zdecydowanie ten niepozorny produkt zasługuje na uwagę i oddzielny post, który wkrótce na blogu. 
Wodę termalną Uriage stosuję zamienne z mgiełką i również bardzo ją lubię. Niezwykle przyjemna w stosowaniu i to właściwiwe kosmetyk o tak szerokim zastosowaniu, że można jej nie mieć na swojej łazienkowej półce? :)


No i na koniec został krem pod oczy. 
Krem pod oczy Pat&Rub by Kinga Rusin to lekki, dobrze nawilżający kosmetyk o świetnym składzie. Stosuję niedługo, więc na ostateczną opinię przyjdzie jeszcze czas, ale narazie jestem na tak :)
Korres Wild Rose to krem o bogatej konsystencji, świetnym działaniu nawilżającym i niestety słabo współpracuje z korektorem. To jego krótki opis :) Stosuję go jednak z przyjemnością, a z korektora staram się rezygnować, wkońcu sińce i tak nie zejdą, bo taki mój urok, a chociaż skóra w tym obszarze jest świetnie nawilżona.



A jak wygląda Wasza pielęgnacja skóry twarzy? Podobnie, czy może zupełnie inaczej? Dajcie znać koniecznie o Waszych ulubieńcach w tej jakże ważnej codzinnej rutynie.

Coś nowego, naturalnie :)

poniedziałek, marca 17, 2014

Coś nowego, naturalnie :)

Pozostaję nadal w temacie nowości i muszę przyznać, że dobrze mi z tym, bo ostatni czas obfituje w NOWE, wiec będąc na fali przedstawiam Wam kilka produktów Pat&Rub i rozkoszne dwa balsamy do ust z Organique. Dobrze wiecie, że marka Pat&Rub to moja ukochana, nasza polska i przede wszystkim naturalna pielęgnacja. Mam w szeregach tej firmy swoich faworytów, często wracam do swoich ulubieńców (cała seria hipoalergiczna), ale i z przyjemnością testuje nowości. Tym razem kosmetyczne zbiory zasilił krem pod oczy, który mam nadzieję, iż po dawnym, niestety niezbyt udanym spotkaniu z ampułką nr 5 zrobi na mnie bardzo pozytywne wrażenie i rozświetli spojrzenie na wiosnę :) W przesyłce znalazła się także wodna mgiełka do twarzy i ciała /kwiat pomarańczy/, a musicie wiedzieć, że to moje trzecie opakowanie tego cuda, więc recenzja pojawi się wkrótce, bo ta niepozorna wodna mgiełka skrywa w sobie dużą moc. 



Odkrywać będę także musujący puder do kąpieli z kozim mlekiem - a to już absolutna nowość marki, która mam nadzieję sprawi, że wieczorna kąpiel zamieni się w kojące chwile i maksymalne odprężenie po ciężkim dniu. W pudrze znajdziemy masło shea, olej ze słodkich migdałów i olejki- lawendowy i cynamonowy, które przeznaczone są do pielęgnacji suchej i podrażnionej skóry. Ciekawa jestem jak się sprawdzi :)



Nabyłam także w dniu wczorajszym, całkowicie spontanicznie, dwa nowe balsamy do ust marki Organique. Zamknięte w metalowych puszeczkach balsamy rozpieszczają moje usta, sprawiły już po kilku aplikacjach, że moje usta są miękkie, gładkie i pięknie nawilżone. To krótka, ale jakże przyjemna znajomość. Zdecydowanie jestem na tak. Spośród czterach dostęnych mazideł wybrałam orzeźwiający orange sorbet i słodki cherry candies. Balsamy aktualnie są w promocji i w cenie 30 zł otrzymujemy dwa pudełeczka z cudną zawartością, która zadba na wiosnę o nasze usta :)


Pachnie zielenią i wiosną ♥

poniedziałek, marca 10, 2014

Pachnie zielenią i wiosną ♥

Seria hipoalergiczna spod szyldu Pat&Rub by Kinga Rusin to mój absolutny faworyt w pielęgnacji, mój must have na łazienkowej półce i ulubieniec jeżeli chodzi o delikatny, niezwykle przyjemny dla nosa zapach. Swoją przygodę z serią hipoalergiczną rozpoczęłam od scrubu cukrowego, który okazał się absolutnym hitem, później zaprzyjaźniłam się z olejkiem i dalej swoją przyjaźń kontynuuję z balsamem do rąk, o którym będzie dzisiaj, a za chwil kilka opiszę Wam masło do ciała z tej serii, które również genialnie się sprawuje. 

Balsam do rąk zamknięty jest w opakowaniu typu airless, w standardowej dla marki tubie, z wygodną pompką i absolutnie genialną zawartością. Pat&Rub opisuje zapach serii hipoalergicznej stwierdzeniem, iż pachnie ona zielenią i wiosną, czyż możemy sobie czegoś więcej życzyć jak wiosny przez okrągły rok? :) Ja jestem absolutnie oczarowana tym zapachem, co dla mnie ważne, nie meczy on nosa, nie dominuje, pięknie otula nasze dłonie sprawiając przy tym, że są miękkie i świetnie nawilżone.


Skład jak zawsze w przypadku kosmetyków Pat&Rub genialny, w czołówce znajdziemy masło awokado, które natłuszcza, regeneruje i chroni nasze dłonie, ekstrakt z cytryny, który wykazuje właściwości rozjaśniające, dalej jest masło z oliwek, silnie nawilżajacy kwas hialuronowy, prowitamina B5, czy naturalna witamina E, która wygładza, ujędrnia i nawilża naszą skórę. Całość oczywiście bez składników pochodzących z ropy naftowej, silikonów, glikolu propylowego oraz PEGów.



Balsam szybko się wchłania, pozostawia skórę naprawdę miękką, gładką oraz solidnie nawilżoną. Za 100 ml prawdziwej bomby dobroczynnych substancji pielęgnujących zapłacimy 39 zł w sklepie internetowym marki Pat&Rub. Ja zdecydowanie należę do fanów balsamów tej marki, a jak jest z Wami? Znacie, lubicie kremy z Pat&Rub? Czekam na Wasze opinie w komentarzach :)
 

Otulenie ♥

środa, listopada 06, 2013

Otulenie ♥

Fanką kosmetków Pat&Rub nie jestem od dziś, co dobrze już wiecie, bo recenzje tych kosmetyków pojawiają się na blogu regularnie. Znam właściwie już większość asortymentu oferowanego przez tę markę i z każdym kolejnym kosmetykiem utwierdzam się w przekonaniu, że załoga P&R wie co robi i co więcej - robi to genialnie! Dzisiaj będzie słów kilka o kosmetyku z serii otulającej, która powstała (razem z serią orzeźwiajacą) na 5 urodziny marki.    W szeregach tych dwóch serii znajdziemy po trzy kultowe pozycje - krem do rąk (bohater dzisiejszego posta), masło do ciała i scrub cukrowy. Seria otulająca to wyjątkowa dla mnie pozycja w szeregach P&R, bo jako jedyna zawiera wyczuwalne słodkie nuty, które ja osobiście uwielbiam w kosmetykach.  



Zapach serii otulającej to mieszanka karmelu, cytryny i wanilii. Brzmi obłędnie, prawda? :) Zapach jest słodki, choć z wyczuwalną nutą cytryny w tle. Oprócz tych trzech ekoaromatów znajdziemy w składzie kremu przede wszystkim olej kokosowy, masło awokado, kwas hialuronowy czy naturalną witaminę E. Wszystkie składniki po to, aby nawilżyć, odżywić i uelastycznić skórę dłoni. Całość to oczywiście 100% natury.

Formuła balsamu do rąk jest lekka, szybko się wchłania, nic się nie lepi, a krem sprawia, że skóra jest bardzo dobrze nawilżona przez kolejne godziny. Zapach, który dla mnie jest niezwykle istotny w kosmetykach, długo utrzymuje się na dłoniach, a my możemy do woli nim się cieszyć. Balsam do rąk zapakowany jest w 100 ml charakterystyczną dla marki butelkę typu air-less, którą szalenie lubię za dozowanie odpowiedniej ilości kosmetyku i przede wszystkim za higieniczność w aplikacji.



Dla mnie balsam do rąk to kosmetyk pierwszej potrzeby :), który stale gości pod ręką - na biurku, w torebce, przy łóżku - ten z serii otulającej traktuję jednak wyjątkowo, używam go w momentach kiedy potrzebuję nieco więcej ciepła i czegoś, co ukoi dłonie po długim dniu pracy. Zapach, który towarzyszy aplikacji tego kremu kojarzy mi się z jesiennym wieczorem pod kocykiem, z dobrą herbatą w ręku i absolutnym relaksem... Jest absolutnie otulający ♥


Cała seria otulająca jest aktualnie w promocji na stronie pat&rub, a krem kosztuje 38,25 zł.

Wyszczuplanie z Pat&Rub

piątek, października 18, 2013

Wyszczuplanie z Pat&Rub

Aby nasza skóra była gładka, jędrna i elastyczna musimy się nieco postarać. Wiadomo, żę podstawą  jest ruch i właściwiwa dieta. Trzeba to od razu zaznaczyć, że żaden balsam nie zastąpi ćwiczeń, które najszybciej i najskuteczniej radzą sobie z cellulitem, brakiem napięcia w problematycznych miejsach (np. uda, pupa, brzuch). Można jednak ten proces nieco podkręcić i użyć wspomagaczy w walce o  lepsze ciało. Muszę się przyznać, że jesień w moim przypadku nie sprzyja regularnym ćwiczeniom (choć się staram!), ale smarowanie balsamem idzie mi już całkiem nieźle, więc dzisiaj podzielę się moimi spostrzeżeniami dotyczącymi balsamu wyjątkowego, a mianowicie takiego, który wspomaga lipolizę, czyli spalanie tłuszczu w komórkach, wygładza i napina skórę. Mowa o Balsamie wyszczuplającym i zwalczającym cellulit marki Pat&Rub by Kinga Rusin.


Natur Aktiv to seria wyjątkowo aktywnych preparatów do pielęgnacji ciała, w której szeregach oprócz dzisiaj opisywanego balsamu znajdziemy też peeling, który miał już swoją premierę na blogu jakiś czas temu (KLIK). Balsam, główny sprawdza dzisiejszego posta, zamknięty jest w prostej butli z pompką, charakterystycznej dla produktów marki. 



Cena tego balsamu nie należy do niskich (95zł), ale i zawartość jest wyjątkowa. W 200 ml balsamu zamknięto skoncentrowane składniki, które wspomóc mają walkę z celullitem i wyszczuplić ciało. Jak można wyczytać na opakowaniu, znajdziemy w balsami ukryte trzy substancje, które działąją na komórki tłuszczowe, i tak kolejno jest to Scopariane (z algi brązowej), który zapobiega tworzeniu się nowych komórek tłuszczowych, stymuluje wydalanie tłuszczu z komórek, Hydrofiltrat Marine Lotus G (z rośliny – lotus maritimus) , który naprawia funkcjonowanie tkanki łącznej zwalczając wolne rodniki. Zapobiega gromadzeniu się tłuszczu w komórkach i wygładza skórę i ostatni składnik czyli Phyto 75 (z morszczynu), który stymuluje wydalanie tłuszczu z komórek. Trzy wymienione wyżej substancje to baza, oprócz niej znajdziemy jeszcze wiele dobra, m.in. olejek pieprzowy i wyciąg z kardamonu, które poprawiają krążenie ekstrakt z zielonej herbaty - działanie anyoksydacyjnem, olej konopny, który jest świetnym nośnikiem substancji aktywnych, wyciąg z miłrzębu, który ujędrnia, wyciąg ze skrzypu oraz silnie nawilżajacy kwas hialuronowy, masło awokado i witamina. Całość oczywiście w 100% naturalna, bez składników pochądzących z ropy naftowej, siarczanów, PEGÓW,  bez konserwantów.

INCI:
Aqua, Decyl Cocoate, Caprylic/Capric Triglyceride, Camellia Sinensis (Green tea) Leaf Extract, Cetearyl Alcohol, Cannabis Sativa Seed Oil, Glycerin, Sphacelaria Scoparia Extract, Gingko Biloba Leaf Extract, Equisetum Arvense Extract, Laminaria Digitata Extract, Lotus Maritinus Extract, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Glyceryl Stearate SE, Betaine, Cetearyl Glucoside, Stearic Acid, Elettania Cardamonum Seed Extract, Sodium Phytate, Xanthan Gum, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Sodium Hyaluronate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Piper Nigrum Seed Oil, Cymbopogon Citratus Herb Oil, Citral, Geraniol, Limonene, Linalool




Balsam wyszczuplający ma niezwykle kremową konsystencję, jednak nie wchłania się ekspresowo, chwilę musimy pomasować nasze ciało, ale skóra dzięki temu zyska jędrność, a aktywne składniki znajdą się dokładnie tam, gdzie powinny :) Zapach jest rześki, świeży, dominuje zapach olejku pieprzowego i zielonej herbaty. Muszę przyznać, że bardzo go lubię. Jest inny. Niezwykle przyjemny dla nosa. Balsam po chwili po prostu sie wchłania i działa :). Nie odczujemy tutaj efektu chłodzenia, ani też rozgrzania, jednak osobiście nie przepadam za takimi efektami specjalnymi, więc brak tych doznań uważam za plus. Skóra po użyciu balsamu nie jest lepka, momentalnie robi się gładka i delikatna, a już po kilku aplikacjach odczułam poprawę napięcia, wygładzenia i głębokiego nawilżenia skóry. Czytałam na blogu Evelo, która zrobiła pomiary przed i po stosowaniu tego balsamu i zapewnia, że straciłą kilka cm :) Balsam stosowałam regularnie ponad miesiąc, na tyle starczyłą tubka z tą magiczną zawartością. Skóra po tym czasie naprawdę ma się nieźle. Teraz jednak wracam do regularnych ćwiczeń, a balsam zawita do mnie ponownie na wiosnę, bo wiadomo, że wszyscy czekamy znowu na słońce i krótkie spódniczki ♥

Copyright © 2017 różowa szpilka